Rozmowa z Rafałem Gugą, radnym rady miejskiej. W trakcie autoryzacji radny dopisał wiele swoich uwag, dla których nie znalazło się już miejsce w Gazecie.
Tutaj publikujemy pełną wersję otrzymanego od radnego tekstu (czytaj również wyjaśnienia poniżej).
Obligacje to dobry pomysł, będzie pan głosował za ich emisją w takiej formie?
- Jeszcze nie podjąłem decyzji. Z tego co usłyszeliśmy na komisji, sytuacja jest dramatyczna, nie mamy innego wyjścia.
Rozpoczęcie spłaty obligacji za cztery lata oznacza olbrzymie koszty obsługi zadłużenia.
- Właśnie dlatego pytałem panią skarbnik, czy takie rozwiązanie przyniesie nam ich zmniejszenie, czy zwiększenie.
Padła oczywista odpowiedź, że będzie drożej.
- Dlatego takie rozwiązanie trzeba dokładnie przeanalizować. Na komisji padło stwierdzenie, że musimy teraz obligacjami „kupić czas” dla naszej gminy. Chciałbym się dowiedzieć, czy musimy już ten czas kupować, co się stanie, jak nie zdecydujemy się na obligacje i dokładnie o ile droższe będzie to rozwiązanie? Może warto poszukać rozwiązania, które będzie jakimś kompromisem. Dla mnie zaskoczeniem był dramatyczny ton wypowiedzi skarbnik oraz to, że dowiedzieliśmy się, że aż w tak trudnej sytuacji jesteśmy.
Jest to dla was zaskoczeniem?
- Tak, przecież cały czas burmistrz na sesjach i przy okazji innych spotkań mówił, że sytuacja jest pod kontrolą.
Od lat media czy opozycja biją na alarm, a dla was teraz jest to zaskoczeniem? Burmistrz wprowadzał was w błąd?
- Tak, czuję się wprowadzony w błąd. Szczególnie, że na komisji znowu usłyszeliśmy różne wersje ze strony służb burmistrza, na przykład w sprawie zwrotów środków za strefę. Jest to bardzo niepokojący sygnał. Widać, że w urzędzie dzieje się coś złego. Niestety, jeżeli chodzi o opozycję to często jej krytyka jest nie merytoryczna. Mam często wrażenie, że opozycji bardziej niż o interes społeczny chodzi tylko o przejęcie władzy. Ja nawet nie mam nic przeciwko, tylko nie słyszę co mają do zaoferowania. Nie słyszę od nich rozsądnych propozycji, logicznych pomysłów na rozwiązywanie problemów. Słychać tylko krytykę. I jest to postawa autorytarna, na zasadzie, kto nie podziela naszego zdania, to jest zły. To buduje atmosferę niepewności. Burmistrz i opozycja okopują się na swoich pozycjach i oczekują tylko okazji do ostrzału. A szkoda, bo uważam że nasza gmina zasługuje na merytoryczny dialog i nasi wyborcy tego od nas oczekują.
Henryk Piłat na spotkaniach BBS zwykł zapewniać, że wszystko idzie świetnie, przyjdzie zwrot pieniędzy z Unii i długi się spłaci. Skarbnik przyznała, że już większość pieniędzy otrzymaliśmy.
- I to jest dla mnie właśnie zaskoczeniem. Chwilę później przychodzi na komisję naczelnik i mówi, że jeszcze czekamy na zwroty. To kto nie wie, czy pieniądze były, czy jeszcze będą? Ktoś powinien nad tym zapanować. A do tego wybrany jest burmistrz.
Czuje się pan odpowiedzialny za sytuację, w jakiej znalazło się Gryfino? Popierał pan budżety prowadzące do katastrofy.
- Jako radny Rady Miejskiej, czyli organu stanowiącego naszej gminy czuję się odpowiedzialny za wszystko, zarówno za sukcesy, jak i porażki. Zadłużenie to efekt inwestycji. Przez ten czas jednak wybudowaliśmy nabrzeże, uzbroiliśmy i stworzyliśmy strefę przemysłową, a także wiele działek, wyremontowaliśmy ulicę Mieszka I z przyległymi i wybudowaliśmy ulicę Jana Pawła II, wybudowaliśmy budynek komunalny, wspomogliśmy GTBS w budowie bloku, chociażby na ulicy Flisaczej, skanalizowaliśmy Taras Północ, teraz czas na Pniewo. Przejęliśmy C.W. „Lagunę”. Zainwestowaliśmy w nowe ujęcie wody i podłączyliśmy Włodkowice. Na terenach wiejskich były budowane i remontowane świetlice, w których często działają punkty przedszkolne TPD. Szkoda, że o tym tak rzadko mówimy. To musiało generować potężne środki. Stąd wzięło się zadłużenie. Ważne, że większość tych zadań była dofinansowana ze środków zewnętrznych. Nie jest żadną tajemnicą, że większość samorządów w Polsce jest bardzo zadłużona bo inwestowała z użyciem środków zewnętrznych. Trwa na ten temat ożywiona debata na płaszczyźnie rząd – samorządy. Celowość tych gryfińskich inwestycji może być kwestią dyskusji. Ja uważam, że były to potrzebne rzeczy. Kwestią pozostaje brak logicznego planu oszczędnościowego, o czym mówię od dłuższego czasu. Dlaczego część pieniędzy wycieka na niepotrzebne rzeczy? Tu moim zdaniem leży problem. Nie możemy przejadać środków, szczególnie w sytuacji jakiej się znaleźliśmy.
Skarbnik na komisji mówiła, że wydaliśmy na kanalizację 40 milionów, to nieprawda.
- Być może, ale inwestowaliśmy prorozwojowo, Lagunę musieliśmy kupić. Czekam i pan redaktor też na obiecany przez panią skarbnik dokument z wyliczeniami, ile kosztowały poszczególne inwestycje, ile na poszczególne inwestycje braliśmy kredytów, ile z nich pozostało do spłaty. To da nam obraz ile z pożyczonych pieniędzy zainwestowaliśmy, a ile zostało przejedzone.
Środki własne na dwa etapy nabrzeża oraz park przemysłowy to 26 milionów, kredytu na Lagunę zostało 7,5 miliona. To łącznie nawet nie połowa prawie 80-milionowego długu!
- Nie do końca zdawaliśmy sobie wszyscy sprawę z tej sytuacji. Nie wszystko do końca było nam mówione. Czekam z niecierpliwością na wyliczenia, jakie ma zaprezentować nam pani skarbnik, dotyczące poczynionych inwestycji.
rozmawiał Tomasz Miler
Od redakcji Gazety Gryfińskiej: Dbamy, aby wszelkie wywiady i wypowiedzi na ważne tematy były autoryzowane przez naszych rozmówców. Głównie dlatego, aby potem nikt nie tłumaczył się „przekręceniem jego słów”. Niestety wiele osób autoryzację, czyli ewentualne poprawienie błędów merytorycznych traktuje jako możliwość całkowitej zmiany swoich wypowiedzi, dodanie elementów które w niej nie padły (właśnie dlatego część rozmowy z Rafałem Gugą została wycięta). Taka przypadłość dotyczy zarówno osób związanych z koalicją rządzącą i opozycją. Zapewniamy, że obie te strony są traktowane w równy sposób.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze