W ramach podsumowania wyborów parlamentarnych postanowiliśmy zanurzyć się w odmętach historii i sprawdzić, jak trwające od kilkunastu lat starcie między PiS i PO/KO wygląda na gruncie gryfińskim
Exit pool, czyli wyniki, które zobaczyliśmy w niedzielny wieczór, znalazły swoje potwierdzenie. Na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało 35,38% wyborców, co daje 194 sejmowe mandaty. To za mało, by rządzić samodzielnie.
Komitety Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy zyskały odpowiednio: 30,70%, 14,40% oraz 8,61%. Dotychczasowa opozycja zajmie tym samym 248 miejsc przy Wiejskiej i jeśli nie nastąpi trzęsienie ziemi, przejmie władzę w naszym kraju.
Gryfino nie było pisowskie
Wieść o tym powinna zadowolić większość mieszkańców Gryfina. Nasza gmina była jedną z dwóch w powiecie gryfińskim, w których to nie PiS odniósł zwycięstwo. Na KO zagłosowało u nas 39,07% wyborców, podczas gdy na PiS 32,59%. Nie zawsze jednak tak było. Wystarczy cofnąć się o cztery lata. Wówczas na PiS głos oddało 40,43% wyborców, podczas gdy na KO zaledwie 28,06%!
Moglibyśmy napisać, że „Koalicja Obywatelska odbiła gminę Gryfino”, albo pójść z patosem nawet o nutkę wyżej, oznajmiając iż „gmina Gryfino przestała być pisowska”. Nie byłoby to zgodne prawdą. Patrząc historycznie, nie da się bowiem wykazać, że gryfinianie obdarzali w przeszłości PiS całkowitym zaufaniem i pełnym oddaniem.
Partia Jarosława Kaczyńskiego wygrywała w naszym mieście kilkukrotnie (w parlamentarnych 2005, 2015 i 2019), lecz nigdy nie oznaczało to bezwarunkowego, społecznego poparcia. Na każde zwycięskie wybory przypadały porażki, notowane jeszcze w tym samym roku.
W 2005 r. gryfinianie, zamiast na Lecha Kaczyńskiego, zagłosowali na Donalda Tuska, a dekadę później woleli Bronisława Komorowskiego od Andrzeja Dudy. Przypominamy, że mowa o latach, gdy PiS osiągnął w gminie Gryfino najwyższe poparcie w wyborach parlamentarnych.
Podobnie było w 2019 r. „Daliśmy” PiS-owi Sejm, kilka miesięcy wcześnie nie pozwalając mu wygrać potyczki do Parlamentu Europejskiego. Historia powtórzyła się w 2020 r., gdy Andrzej Duda walczył o reelekcję z Rafałem Trzaskowskim.
- Mieszkańcy gminy najpierw pokazali urzędującemu prezydentowi swoje wsparcie, głosując na niego w pierwszej turze, by dwa tygodnie później postawić na jego konkurenta. Gryfino nie jest więc bastionem PiS-u, jak w ciągu ostatnich czternastu dni można było przeczytać na internetowych forach. Daleko mu do SLD z lat 90., które wygrywało wszystko, ciesząc się niemal niezachwianym społecznym poparciem. Gryfińscy sympatycy PiS, przyzwyczajeni, że każde wybory stanowią dla nich nową potyczkę, nie powinni mieć jednak powodów do złości. W naszej gminie wygrał wprawdzie Trzaskowski, lecz to nie on zamieszka w pałacu prezydenckim – pisaliśmy przed trzema laty.
Chcieliśmy prezydentów z PO
Wracając do 2019 r.: świetny wynik, który PiS osiągnął w Gryfinie przed czterema laty (40,43%) wynikał nie tylko z poparcia dla partii. Znaczący był też fakt, że na jej szczecińskiej liście znajdował się Rafał Mucha. Ówczesny poseł zdobył w macierzystej gminie 3 199 głosów, co znaczy że zagłosowała na niego niemal 1/4 gryfinian.
W tym roku poparcie wiceprezesa Enei spadło natomiast o 40%, co znalazło przełożenie w ostatecznym wyniku PiS. W kwestii opływu wyborców, u wszystkich kandydatów listy, swoje zrobiło też zniechęcenie PiS-em, jego nachalną propagandą oraz bezczelnością czołowych polityków partii.
Zdaje się, że nie jest to wypadkowa chwili. W międzyczasie doszło do opisywanych już wyborów prezydenckich 2020. Już one pokazały, że w kolejnych wyborach PiS nie będzie miał u nas łatwo.
Wprawdzie w pierwszej turze wygrał Andrzej Duda, ale należy pamiętać, że głosy rozłożyły się wówczas między kilku kandydatów. Dwa tygodnie później, gdy do ostatecznego starcia stanęli już tylko PAD i Rafał Trzaskowski, gryfinianie postawili na Prezydenta Warszawy. Głos na niego oddało 8 565 osób, co dało 54,04% poparcia. Dudzie zaufało zaś 7 285 mieszkańców.
Przy okazji wyborów z 2020 r. pisaliśmy, że Gryfino nigdy nie chciało prezydenta z ramienia PiS.
- Nawet w czasach, gdy Polacy umieszczali kandydatów PiS w pałacu prezydenckim, w naszym mieście zwyciężali ich oponenci. Wygrać tu nie udało się nawet Lechowi Kaczyńskiemu. W 2005 r. został prezydentem, ale Gryfino chciało Donalda Tuska. Zagłosowało na niego wówczas 6 548 osób, czyli 54,39% wyborców. Dekadę później marnie wypadł też Duda. Chociaż przekonał większość Polaków i objął urząd, w naszej gminie zgarnął tylko 43,20%, przegrywając z Komorowskim – wyliczyliśmy w 2020 r.
Osobną historię stanowią wybory samorządowe. Te przeanalizujemy wiosną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Od lat zawsze się słyszało twierdzenie, że Gryfino to czerwone zagłębie. Moim zdaniem nie straciło ono na aktualności. Przecież obecnie duża część szeroko pojętych zwolenników KO to ludzie rodzinnie, mentalnie, uwłaszczeniowo, czy zawodowo związani z PZPR a potem z ich pogrobowcami, czyli z SLD. Tyle, że dzisiaj chcą by o nich mówić, że są "europejczykami" czy jak dotąd "opozycją demokratyczną". Nazewnictwo, czy przynależność formalna nic nie znaczy. NRD też w nazwie była demokratyczna. Gdzieś głęboko tkwią "czerwone korzenie", które pozwalają starej komunistycznej hydrze nazwanej teraz współcześnie inaczej na odrastanie kolejnych głów. Niestety.

Od lat zawsze się słyszało twierdzenie, że Gryfino to czerwone zagłębie. Moim zdaniem nie straciło ono na aktualności. Przecież obecnie duża część szeroko pojętych zwolenników KO to ludzie rodzinnie, mentalnie, uwłaszczeniowo, czy zawodowo związani z PZPR a potem z ich pogrobowcami, czyli z SLD. Tyle, że dzisiaj chcą by o nich mówić, że są "europejczykami" czy jak dotąd "opozycją demokratyczną". Nazewnictwo, czy przynależność formalna nic nie znaczy. NRD też w nazwie była demokratyczna. Gdzieś głęboko tkwią "czerwone korzenie", które pozwalają starej komunistycznej hydrze nazwanej teraz współcześnie inaczej na odrastanie kolejnych głów. Niestety.