Adam i Helena Cieślakowie z Gryfina od dawna znani są z prowadzenia zakładu szewskiego na ul. Szczecińskiej w Gryfinie. Od dwóch lat natomiast dają się poznać mieszkańcom w całkowicie innej roli. Mimo że oboje są już po 50., dwa lata temu postanowili zacząć biegać! Głównym powodem była chęć zrzucenia wagi, jednak szybko przerodziło się to w pasję i styl życia
Pan Adam bez ogródek odpowiada na pytanie, co było głównym bodźcem, który tchnął ich do aktywności fizycznej.
- Moje 135 kilogramów wagi – mówi Adam Cieślak.
Początki nie zapowiadały, że przerodzi się to w ich styl życia. Dwa lata temu zimą pani Helena zachęciła męża, aby wybrał się na spacer z psem do lasu i tam sobie z nim trochę potruchtał. Po pierwszym takim truchcie nie stracił zapału i wybrał się na kolejny. Jego żona, chcąc go wesprzeć, uznała, że dołączy do pana Adama. Nie wiedziała jeszcze, że dzięki temu również połknie sportowego bakcyla. Tak zaczęła się ich przygoda, która trwa po dziś dzień. Obecnie mają 55 i 53 lata, jednak nie wyobrażają sobie życia bez biegania. Początki, jak to zawsze bywa, były trudne, ale dzięki wzajemnemu wsparciu, dali radę.
- Zaczynaliśmy od dystansu jednego kilometra. Biegaliśmy po lesie, ponieważ wstydziliśmy się iść w miejsca, gdzie biegają inne osoby – przyznaje Helena Cieślak.
Na początku był to bieg połączony z szybkim marszem. Z miesiąca na miesiąc podnosili sobie poprzeczkę i zwiększali przebiegnięty dystans. Już w ciągu pierwszego roku potrafili przebiec 10 kilometrów. Oboje pamiętają bardzo dobrze swój pierwszy wspólny start w zawodach.
- Pamiętam, że jeszcze nie zdążyłam dobrze wystartować, a wszyscy byli już daleko z przodu – śmieje się pani Helena. – Ale i tak się cieszyłam, bo koniec końców, nie byliśmy ostatni na mecie – dodaje.
Od tamtej pory wzięli już udział w kilkunastu zawodach. Więcej na ten temat mogą państwo przeczytać w obecnym numerze Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze