Bardzo szybko, bo już w pierwszym tygodniu lipca, letnie granie rozpoczął zespół Łabędzia Widuchowa. Jak tłumaczy trener, stało się to z wyjątkowych pobudek
Dlaczego Łabędź rozegrał pierwszy sparing już w lipcu?
- Graliśmy z Morzyckiem Moryń przed rundą wiosenną i udało nam się nawiązać nić współpracy. Dlatego, gdy zgłosili się do nas z propozycją zagrania kolejnego sparingu, zgodziliśmy się - tłumaczy trener Marcin Łapiński.
Jego zespół przystąpił do meczu w osłabionym składzie. Mimo to, przynamniej na początku spotkania, udało mu się nawiązać walkę z beniaminkiem 4.ligi. Co prawda gospodarze szybko wyszli na prowadzenie, lecz za sprawą pięknej bramki Tomka Adamczaka, Łabędź zdołał doprowadzić do wyrównania. Środkowy pomocnik z Widuchowej zdecydował się na tzw. uderzenie z kroka, z odległości dziewiętnastu metrów od bramki. Piłka zatrzepotała w siatce obok zastygłego w bezruchu golkipera.
- To była dla nas chwila radości, bo jeszcze w pierwszej połowie Morzycko strzeliło kolejne trzy bramki. Po przerwie dorzucili jeszcze jedno trafienie i przegraliśmy 5:1 - relacjonuje trener, dodając jednak, że nie przywiązuje wagi do wyniku. Łabędź przystąpił bowiem do sparingu z marszu, z licznymi juniorami w składzie.
- Zależało nam na tym, by zagrać na pięknej murawie, chyba najpiękniejszej w województwie, z mocnym przeciwnikiem. Teraz dam jeszcze podopiecznym tydzień, może dwa przerwy i dopiero zaczniemy właściwe przygotowania do sezonu - zdradza M. Łapiński.
Morzycko Moryń - Łabędź Widuchowa 5:1 (4:1)
Bramka: 1:1 T. Adamczak (Łabędź)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze