W gronie piłkarzy testowanych przez Energetyka znalazł się zawodnik z Ukrainy. To dobra sposobność, by przypomnieć obcokrajowców, którzy dotąd reprezentowali klub z Gryfina. W jego historii kibice oklaskiwali ośmiu zagranicznych graczy: po dwóch Nigeryjczyków i Japończyków, trzech Białorusinów oraz Brazylijczyka o prawdziwie brazylijskiej duszy. Jacy byli gryfińscy stranieri? W jaki sposób zostali zapamiętani? Co robią obecnie? Sprawdzili to dziennikarze "Gazety Gryfińskiej".
W 70-letniej historii Enrgetyka Gryfino, jego barwy reprezentowało ośmiu obcokrajowców. Jako pierwsi do Gryfina, na początku lat 90. ubiegłego stulecia, trafili Białorusini: Siergiej Dubovik oraz Nikołaj Griszin.
- Pierwszym obcokrajowcem w Gryfinie był Siergiej i to on ściągnął do nas Kolę. Byli kolegami. Pochodzili z Mińska i grali tam w 2.lidze – tłumaczy Mirosław Stelmach.
Białorusini dołączyli do zespołu trenera Marka Blumki. Choć Dubovik trafił do Gryfina szybciej, publiczności jako pierwszy zaprezentował się Griszin, bramkarz o bardzo dobrych warunkach fizycznych. Jesienią 1992 roku wystąpił w dwunastu spotkaniach 3.ligi, w wielu z nich będąc wyróżniającą się postacią drużyny. Tak było 29 sierpnia, gdy Energetyk grał w Poznaniu z rezerwami Lecha.
- Puścił co prawda trzy bramki do przerwy, ale obronił dziesięć kolejnych strzałów, które powinny znaleźć się w siatce. Zmotywował kolegów z pola, którzy zdołali sensacyjnie doprowadzić do remisu – wspomina M. Blumka. Przygoda Griszina z gryfińskim klubem trwała zaledwie pół roku i zakończyła się niesmakiem.
- Mieszkał w internacie przy ul. Łużyckiej. Nie zjawił się na treningu, więc działacze pojechali sprawdzić co z nim jest. Zastali pusty pokój. Uciekł z dnia na dzień – zdradza Blumka, dodając, że nie to było w całej sytuacji najgorsze. W tym czasie klub zakupił bardzo drogi sprzęt bramkarski, który Griszin zabrał ze sobą.
Brazylijczyk w każdym calu
Na następnego obcokrajowca gryfińscy kibice musieli czekać do 2002 roku, przy czym wybór był znacznie bardziej egzotyczny. Po piłkarzach z Europy Wschodniej sprowadzono Brazylijczyka. Celso Rodrigo de Oliveira, znany jako Magrao, trafił do Energetyka w czasach, gdy trenerem był Marek Błaszkowski. Choć nie pograł w Gryfinie długo, zapisał się w pamięci piłkarzy i sympatyków.
- Występował na środku pomocy, miał ciekawy przegląd pola no i oczywiście był bardzo dobrze wyszkolony technicznie. Marzył o grze w Błękitnych Stargard i cały czas powtarzał „Magrao Błękici” – wspomina Robert Śliwiński.
Trzeci obcokrajowiec w historii klubu był więc Brazylijczykiem w każdym calu, o czym przekonywał nie tylko na treningach, ale także po zajęciach, podczas wieczorków zapoznawczych z zawodnikami oraz miejscowymi kibicami.
- Już po pierwszym treningu dołączył do nas na zajęciach dodatkowych, w barze przy stadionie. Oglądaliśmy jakiś meczu, oczywiście nie pijąc herbaty. Magrao nie musiał długo przekonywać się do naszego piwa. Zresztą jego aklimatyzacja w mieście przebiegała wzorowo. Szybko nauczył się pić wódkę, lubił pub Dream Team, bawił się na dyskotekach. Raz nawet miał ofertę pracy w … elektrowni, złożoną przez jednego z bardziej znanych gryfinian starszego pokolenia, który nie stronił od rozrywek – mówi kolega M. z boiska.
Więcej o Griszinie, Duboviku, Magrao, Aitece, Igbokwe, Pienkiewiczu, Akucie i Kiinowakim można przeczytać w aktualnym wydaniu "Gazety Gryfińskiej".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze