Pomnik legendarnego niedźwiedzia, który służył w armii generała Andersa, miałby stanąć na Cmentarzu Komunalnym w Gryfinie. Taki pomysł ma Jerzy Romaniuk, brat żołnierza, który w czasie II wojny światowej opiekował się zwierzęciem. Przypominamy historię, bo dziś mija 72. rocznica zakończenia bitwy pod Monte Cassino
To opowieść jedyna w swoim rodzaju, bo był to jedyny taki przypadek w historii ostatniej wojny. Nierzadko bowiem zwierzę, które uznawane jest za jednego z największych drapieżników na ziemi, stawało się kompanem, towarzyszem broni oraz przyjacielem polskich żołnierzy, walcząc ramię w ramię ze swoimi właścicielami. Gryfinianin Jerzy Romaniuk poznał historię niedźwiedzia Wojtka z pierwszej ręki, bo widzianą oczami jego brata Szymona, żołnierza 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii dowodzonej przez gen. Andersa pod Monte Cassino. W 1942 r. polscy żołnierze walczący na Bliskim Wschodzie kupili trzymiesięcznego niedźwiedzia brunatnego za kilka konserw.
- Karmiliśmy go tym, co zaoszczędziliśmy. Po pewnym czasie Wojtek miał już własny przydział wojskowego pożywienia – pisał w swoich wspomnieniach Szymon Romaniuk.
Miś przywiązał się do ludzi. Przeszedł cały szlak bojowy armii gen. Władysława Andersa. Pod Monte Cassino nosił skrzynie z amunicją. Za swoje zasługi doczekał się stopnia kaprala. Tę historię Jerzy Romaniuk usłyszał od swojego brata dopiero w 1968 r., kiedy obaj mężczyźni spotkali się po raz pierwszy od zesłania. Wtedy też okazało się, że właśnie brat naszego rozmówcy zajmował się popularnym niedźwiedziem, którego pomniki stoją już m.in. w Edynburgu, Krakowi, czy pod Monte Cassino. Z kolei niedawno prochy Szymona Romaniuka wróciły z Kanady do Polski. Jerzy na prośbę brata sprowadził zmarłego na gryfińską ziemię.
- Jego życzeniem było spocząć na tym samym cmentarzu, co reszta naszej rodziny – mówi Jerzy Romaniuk, ostatni z żyjących braci.
Historia kaprala Wojtka oraz żołnierzy 22 KZA zainteresowała także Rafała Muchę, byłego już prezesa PUK w Gryfinie. Jerzy Romaniuk otrzymał do niego wsparcie w uporządkowaniu miejsca, gdzie spoczęły prochy brata, szybko jednak wpadł na inny pomysł uhonorowania pamięci o zmarłym. Stwierdził, że postać Wojtka i jego opiekuna idealnie wpasowuje się w klimat zarówno historii osób, które były na naszej ziemi pionierami, jak i stanowi doskonały przyczynek do tego, by najmłodszych uczyć ich w ten sposób historii.
- Postać Wojtka pojawiłaby się za grobem mojego brata. Zatem od strony drogi byłaby dostępna dla wszystkich – tłumaczy Jerzy Romaniuk
Tuż przy głównej alejce prowadzącej do Golgoty Wschodu wydzielono fragment terenu, na którym miałaby stanąć figura niedźwiedzia. Miejsce to nie zostało wybrane przypadkiem. Wojtek na skrzyżowaniu głównych alejek cmentarza kierowałby odwiedzających w kierunku Golgoty Wschodu. Jerzy Romaniuk zaczyna właśnie zbiórkę pieniędzy na pomnik oraz spisywać dzieje swoje oraz braci, z których każdy wracał po wojnie do kraju z innej części świata.
- Dla nas będzie to uhonorowanie tułaczki po świecie. Dla gryfinian z kolei przypomnienie historii chwalebnych chwil żołnierzy polskich na zachodzie, a szczególnie tych spod Monte Cassino.
Foto: dost.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze