Reklama

Jak zawsze, pod koniec roku przypominamy osoby, które odeszły podczas ostatnich dwunastu miesięcy

Daniel Dachowski (1976-2024)

Był członkiem legendarnego rocznika 1976 w Energetyku Gryfino. Zespołu, który w 1995 r. osiągnął największy sukces w historii lokalnego szczypiorniaka. Podopieczni trenera Marka Zielonki zajęli wówczas piąte miejsce podczas Mistrzostw Polski Juniorów Starszych. Dachowski należał do grona czołowych zawodników zespołu. Po MP otrzymał nawet powołanie na konsultację reprezentacji Polski Juniorów. Dla 19-letniego prawoskrzydłowego było to pierwsze i ostatnie powołanie do kadry. Zresztą, wkrótce po tym zrezygnował z uprawiania piłki ręcznej. Choć był jednym z najzdolniejszych juniorów, nigdy nie zadebiutował w pierwszej drużynie Energetyka. Odszedł nagle, 1 stycznia 2024 r.

Reklama

 

Janusz Wełpa (1955-2024)

W Widuchowej zamieszkał w 1961 r., gdy rodzice dostali pracę w spółdzielni GS. Jego mama była kierowniczką ośrodka kultury i wieloletnią sekretarz gminy. Gdy dorósł, sam został działaczem społecznym. W latach 2003-19, przez cztery kadencje, był sołtysem sołectwa Widuchowa. W 2020 r. stanął na czele komitetu, który doprowadził do referendum i odwołania ówczesnej wójt gminy.

Był też wielkim miłośnikiem sportu. W Łabędziu Widuchowa występował co najmniej do sezonu 1987/88. W międzyczasie, w 1983 r., był członkiem zespołu, który wywalczył awans do B-klasy. W późniejszych latach piastował funkcje członka zarządu, a przez ostatnich 12 lat skarbnika. Udzielał się też na innych płaszczyznach kulturalno-społecznych.

Reklama

 

Edward Seredyński (1926-2024)

Pochodził z Brześcian, wsi z powiatu samborskiego. Był działaczem społecznym, wiceprezesem Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych Koła w Gryfinie. Podczas wojny działał w Batalionach Chłopskich, z tego powodu musiał uciec na Ziemie Odzyskane. Był pionierem ziemi gryfińskiej. Przyjechał tu już w 1945 r. Z rodziną zamieszkał w Mielenku, spędzając tam resztę życia. Po wojsku (1951 r.) został instruktorem wychowania fizycznego Służby Polsce w Gryfinie, a po oficerskiej szkole artylerii w Olsztynie (1955 r.) przejął gospodarstwo i został przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej w Chwarstnicy. Ze stanowiska ustąpił po 16 latach.  Przez kilka kadencji był radnym.

Reklama

 

Jan Szwed (1952-2024)

Urodził się w Trzcińsku-Zdroju, jest jednym z najlepszych piłkarzy w historii tej miejscowości. Jako nastolatek został zauważony przez szczecińskie kluby. W sezonie 1968/69, gdy Orzeł po raz pierwszy w historii awansował do A-klasy, 17-letni wówczas Szwed został królem strzelców B-klasy z... 72 trafieniami. Został powołany do kadry województwa juniorów, w 1970 r. przeszedł do 2-ligowej Arkonii Szczecin, z której to trafił do kadry Polski juniorów (U-19 B). Trener Andrzej Strejlau wpuścił go w przerwie meczu przeciwko Bułgarii (2:5). Po niepełnym roku wrócił do Orła, z którym zanotował awans do okręgówki. Po spadku spędził kolejnych siedem lat w A-klasie. Po zakończeniu kariery był działaczem macierzystego klubu.

Reklama

 

Wiesław Żelech (1947-2024)

Urodził się pod Warszawą, we wsi Wola Folwark, lecz wychował w Parlinie pod Stargardem, szkołę skończył w Szczecinie. Z wykształcenia był elektrykiem, pracował w szczecińskiej hucie, a po ślubie zamieszkał w Witnicy.

- W PGR Witnica był głównym energetykiem. Później przeniósł się do elektrowni Dolna Odra, gdzie pracował na stanowisku dyżurnego ruchu. Do Gryfina przenieśliśmy się w 1983 roku - mówi jego syn, Łukasz.

W 1990 r. Wiesław założył własną działalność gospodarczą. Prowadził sklepy spożywcze w Gryfinie, by w 1996 r. zająć się urządzaniem i pielęgnacją zieleni. W firmie Elwi pracował z synem Łukaszem, który kontynuuje jego dzieło. Był kawalerem Orderu Świętego Stanisława Biskupa Męczennika.

Reklama

 

Arleta Braszka (1997-2024) i Robert Skoczeń (1988-2024)

Zmarli tragicznie, w głośnym wypadku drogowym, który miał miejsce w Macierzy.

- Widok, który zastaliśmy po przyjeździe był makabryczny. Auto było całkowicie zmiażdżone. Nie mieli żadnych szans. Nie było sensu podejmować żadnych czynności ratunkowych – przekazali strażacy z OSP Moryń.

Sprawa była dla nich dodatkowo bolesna. W samochodzie znajdowali się ich dawni koledzy.

- Arleta i Robert byli jednymi z nas. Członkami OSP Moryń. Robert krótko, zdał egzamin,

Reklama

trochę pojeździł i zostawił to. Arleta przez pięć, może sześć lat należała natomiast do drużyny kobiecej – mówił prezes OSP.

Nie byli małżeństwem, lecz od dawna żyli w związku. Byli znani w małej, moryńskiej społeczności.

 

Janina Kęcka (1925-2024)

Pionierka Widuchowej, gdzie znalazła się wiosną 1945 r. Przyjechała (wozem) do miasteczka wkrótce po wyzwoleniu Ravensbrück (była więźniarką nr 63057).  Do kobiecego obozu koncentracyjnego trafiła we wrześniu 1944 r., podczas łapanki na ulicy, w czasie Powstania Warszawskiego, w którym miała brać udział. Miała 20 lat, gdy poznała swojego męża.

Reklama

- Żołnierze radzieccy, którzy stacjonowali w Widuchowej, zagrodzili jej drogę. Chcieli ją zgwałcić, ale jakiś nieznajomy Polak rzucił się jej na ratunek. Poznali się w taki sposób i pokochali – opowiadał ich córka.

W momencie śmierci była najstarszą mieszkanką gminy Widuchowa. Jak mówią bliscy, odeszła nagle i niespodziewanie.

 

Karol Pęciak (1995-2024)

Gryfiński twórca internetowy, który był znany jako „Szalony Karol”. Jego filmiki na tik-toku miały milionowe wyświetlenia. Pokazywał w nich swoje relacje z rodzicami – głównie mamą – których wkręcał w różne sytuacje.

Reklama

- Był jednym z najlepszych i najciekawszych twórców tik-tokowych. Zawsze uśmiechnięty, pomysłowy, pełen życia - pojawiało się w komentarzach na setkach, jeśli nie tysiącach portali internetowych. O jego śmierci napisały bowiem największe polskie media, włącznie z Onetem i RMF FM. Przyczyną nagłej śmierci 28-latka były kłopoty zdrowotne. Mówił o nich otwarcie. Napisał również na ten temat książkę „Sztuczna zastawka w sercu. Życie z zegarkiem”. Odszedł w Wielką Sobotę.

 

Jadwiga Daniszewska (1934-2024)

Reklama

- Żona, mama, babcia, prababcia, kresowianka, pionierka Gryfina – wspominali ją bliscy. Pochodziła z województwa lwowskiego. Jako dziecko przeżyła II wojnę światową, w tym najazd ZSRR, Niemców i banderowską pożogę. W lipcu 1945 wraz z matką, ojcem oraz trzema siostrami przybyła do Gryfina. Rodzina osiedliła się we wsi Żórawie. Od początku angażowała się w życie parafii. Swoją pierwsza pracę podjęła w uruchomionej w Gryfinie szczotkarni. Następnie pracowała w szpitalu, była listonoszem, pracownikiem mleczarni, betoniarni, prowadziła kiosk RUCH-u. Od początku lat 70-tych, aż do przejścia na rentę chorobową w 1990 r. prowadziła słynny ogród owocowo-warzywny.

 

Reklama

Damazy Stachera (1948-2024)

Zmarł tydzień po tym, gdy jako kandydat PiS startował do sejmiku wojewódzkiego. Sprzeciwiał się powołaniu do życia parku narodowego. Mówił o tym jako magister inż. budownictwa wodnego, z zawodu hydrotechnik.

Pochodził z Widuchowej. W latach 1972-77 pełnił funkcję kierownika robót przy budowie kanału wody chłodzącej i wód pochłodniczych elektrowni Dolna Odra. Był także inspektorem nadzoru przy budowie portu barkowego na rzece Gunica, zajmował się wykonawstwem robót regulacyjnych na Odrze i Wiśle. Jako kierownik budowy opracował ekspertyzę remontu kapitalnego jazu Widuchowa. W latach 2006-2012 kierował pracami związanymi z ochroną brzegów morskich w okolicy Gdańska i Kołobrzegu.

 

Arkadiusz Adamek (1944-2024)

Pochodził z Kalisza, gdzie ukończył elitarne liceum i trafił na studia do Wrocławia. W Gryfinie zamieszkał z rodziną w 1973 r. Od tamtego momentu, do przejścia na emeryturę, związany był z elektrownią Dolna Odra. Zakładał Solidarność, był członkiem prezydium I oraz II kadencji, pisał do gazetki podziemnej. Następnie, z ramienia „S”, dostał się do rady miejskiej. W latach 1990-94 był jej przewodniczącym. Jak mówiono: koncyliacyjnym oraz mądrym.

- Był bardzo inteligentnym człowiekiem. Perfekcyjnie znał język niemiecki. Miał ogromną wiedzę w zakresie biologii, niemal encyklopedyczną. Interesował się historią. Mimo że umysł ścisły, to bardzo wrażliwy na literaturę i sztukę. Filatelista i numizmatykopowiadał syn.

 

Zdzisław Merski (1958-2024)

Był wieloletnim działaczem i prezesem Łabędzia Widuchowa. Funkcję tę pełnił przez 23 lata, do 2015 r. Z klubem związany do ostatnich dni, pełnił w nim funkcję Honorowego Prezesa. W 2022 roku, podczas jubileuszu 50-lecia KS Łabędź, otrzymał Srebrną Odznakę Honorową Gryfa Zachodniopomorskiego oraz Srebrną Honorową Odznakę Polskiego Związku Piłki Nożnej. Natomiast w 2023 roku, podczas Dożynek Gminnych, nadano mu tytuł „Zasłużony dla Gminy Widuchowa”. Przez kilka kadencji zasiadał w tamtejszej radzie gminy, był również zastępcą wójta. Odszedł w wieku 66 lat, po wieloletniej i ciężkiej chorobie nowotworowej. Od sierpnia 2024  r. jego imię nosi stadion w Widuchowej. Z zawodu kierowca.

 

ks. Tadeusz Krupa (1932-2024)

Urodził się 15 lutego 1932 r. w Oleksynie. W 1950 r. złożył pierwsze śluby zakonne, a w 1959 r. przyjął święcenia prezbiteratu w Lądzie nad Wartą. Jako ksiądz pracował m.in. w Rumii (dom dziecka), Nawodnej (proboszcz), Lądzie nad Wartą (ekonom w seminarium) i Różańsku. W 1990 r. został proboszczem w Baniach, gdzie pełnił posługę do 1998 r. Następnie, w wieku 66 lat, zdecydował się na emigrację.

- Dokonał wielkiego poświęcenia wyjeżdżając na niemal 20-letnią posługę do Niemiec (kapelan w zakonie Bonifratrów w Reichenbach). Bez pomocy nauczyciela nauczył się płynnie mówić i pisać w jęz. niemieckim. W 2017 r. powrócił do Polski ubogacając wspólnotę św. Józefa w Szczecinie – pisali Salezjanie.

 

Janina Osińska (1942-2024)

Znana gryfińska kelnerka i barmanka. Zamieszkała tu w 1969 r., wspólnie z mężem Stanisławem i synem Robertem. W Gryfinie na świat przyszła ich córka Magda.  Pracowała w „Przystani”, barze „Odra”, w „Gryfenie”, a od 1985 r. w „Snack Barze”, którego była ajentką i współwłaścicielką. Bliscy nazywali ją chodzącą encyklopedią Gryfina i jego mieszkańców.

- Miała niesamowitą pamięć. Pamiętała dosłownie wszystko, co o usłyszała. Zapytana o daną osobę potrafiła opowiedzieć nie tylko jej biografię, znała też dzieci i wnuki. Szybko łączyła fakty, potrafiła opowiadać, co czyniło z niej duszę towarzystwa. Brylowała w każdym miejscu, w którym przebywała. Miała świetne podejście do ludzi. Potrafiła ich słuchać, nikogo nie skreślała – wspominają jej bliscy.

 

Krystyna Kęsik (1942-2024)

Była związana z gminą Cedynia, w której wspólnie z mężem zamieszkała w 1967 roku (w Lubiechowie Górnym).

- Była lokalną działaczką i społeczniczką. Pełniła wiele ważnych funkcji i zasłużyła się dla gminy Cedynia. Była jedną z założycielek Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów, a także członkinią Chóru Czciborzanie. Była długoletnim pracownikiem Kombinatu Państwowych Gospodarstw Rolnych. Pełniła też funkcję dyrektora Zasadniczej Szkoły Rolniczej w Cedyni oraz radnej w Cedyni i autorytetem wielu mieszkańców – napisał w pożegnaniu cedyński magistrat.

Była ponadto wicedyrektorką Zespołu Szkół Rolniczych w Mieszkowicach. Na emeryturze prowadziła księgarnię w Cedyni.

 

Artur Łyczkowski (1972-2024)

- Największe oklaski zebrał Artur Łyczkowski, pielęgniarz z Gryfina. Zajął trzecie miejsce w kategorii „Najpopularniejsza Pielęgniarka i Położna” w powiecie gryfińskim. Mężczyzna to rzadkość w tym zawodzie – pisał Głos Szczeciński, opisując plebiscyt Hipokrates ‘15.

Koleżanki ze szpitala oceniają go jako wysokiej klasy specjalistę, z dużym poczuciem humoru. Był pielęgniarzem anestezjologicznym w gryfińskim szpitalu, później na oddziale ogólnopsychiatrycznym w Zdrojach i chirurgii w Gryfinie.

Prowadził też Indywidualną Praktykę Pielęgniarską.

- Będziesz zawsze pamiętany i kochany, za to jakim byłeś wspaniałym człowiekiem, zawsze można było na Ciebie liczyć – pisali po jego śmierci przyjaciele. Z zamiłowania był motocyklistą.

 

Sebastian Terembuła (1975-2024)

Był wieloletnim Dowódcą Sekcji i Członkiem Zarządu OSP Radziszewo. Jak mówili koledzy druhowie: synem, ojcem, bratem, ważnym członkiem społeczności.

- To wielka strata dla naszej społeczności. Jego poświęcenie i oddanie w służbie były nieocenione. Druh Sebastian Terembuła za swoją działalność odznaczony był Odznaką Strażaka Wzorowego, Brązowym, Srebrnym i Złotym Medalem za Zasługi dla Pożarnictwa – przekazał zarząd gminny OSP.

- Pamiętam Seba pierwsze moje wyjazdy do działań ratowniczo-gaśniczych w 2001 roku i zawody sportowe-pożarnicze, kiedy poznawałem sztukę pożarniczą. Za Twoje wsparcie i pomoc dziękuję Ci, Wróbelku – pożegnał mentora Andrzej Wiśniewski z GCZK.

 

Kazimierz Sikora (1951-2024)

Był synem uczestnika walk o Monte Cassino i żołnierki 1. Armii WP. Wychował się w Nowym Objezierzu. Od 1975 r. pracował w urzędzie gminy w Moryniu, którą zakończył po 40 latach jako zastępca kierownika USC. W latach 1994-98 zasiadał ponadto w tamtejszej radzie gminy. Był też  związany z Morzyckiem Moryń, jako zawodnik i sekretarz (1971-82), kierownikiem (1985-88), a w 1988 r. wybrany został prezesem. Prowadził klubową kronikę, za swoją działalność otrzymał medale LZS i PZPN oraz odznaczenia lokalne. Był inicjatorem powołania koła strzeleckiego LOK „Dzik” w Moryniu i budowy strzelnicy. W latach 70. i 80. należał do OSP Moryń, zaś w 1996 r. powołał do życia OSP Stare Objezierze, gdzie w latach 1998- 2003 był prezesem.

 

Jarosław Warchoł (1983-2024)

Pochodził z Gryfina. Po ukończeniu Technikum Ekonomicznego przeniósł się do szczecińskich Podjuch. Prowadził tam sklep z trofeami sportowymi „Silver”, udzielał się społecznie. Był członkiem, a od grudnia 2019 r. przewodniczącym rady osiedla. Jego projekty wygrywały kilkukrotnie w Szczecińskim Budżecie Obywatelskim. Znany był z działalności charytatywnej, należał m.in. do szczecińskiej Ligi Superbohaterów, która zajmuje się wspieraniem małych pacjentów onkologicznych. Sam także chorował. Diagnozę usłyszał przed Bożym Narodzeniem 2021. Toczył walkę z histiocytozą z komórek Langerhansa, odmianą, na którą choruje statystycznie 1 na 5 milionów osób dorosłych. Wielki fan Star Warsów i stacji StarsTV.

 

Bronisława Wełnowska-Wojtaluk (1922-2024)

Jedna z najstarszych mieszkanek powiatu gryfińskiego. Mieszkała w Planach w gminie Mieszkowice.

- Miała dwóch mężów i przeżyła obu. Sama trzyma się świetnie, ma bardzo dobrą pamięć. Cały czas interesuje się polityką i chce wiedzieć co dzieje się na świecie. Codziennie ogląda wiadomości i słucha doniesień z wojny w Ukrainie. Walki toczą się w jej rodzinnych stronach, w okolicach Łucka. Bardzo lubi jeść mięso. Zdarza się też, że wypije kielicha. Najbardziej lubi pierożki z serem i ziemniakami, naleśniki i kakao. Tyle, że już nie chodzi. Bardzo ubolewa, że nie może chodzić do kościoła, ale dużo modli się z Radiem Maryja. Lubi też oglądać seriale. Robi to godzinami – mówiła jej córka w marcu 2022 r., z okazji setnych urodzin mamy.

 

Danuta Musiałowska (1948-2024)

Była znaną, lubianą i cenioną pedagog z południa gryfińskiego powiatu, ważną postacią społeczności Morynia. W tamtejszej Szkole Podstawowej im. starszego sierżanta Mieczysława

Majchrzaka przepracowała wiele lat, również na najwyższych stanowiskach. W 1988 roku, gdy dyrektorem szkoły została Danuta Dziedzic, na zastępcę wytypowana została właśnie Danuta Musiałowska. Sama również pełniła funkcję „pierwszej dyrektor”. Miało to miejsce w latach 1990-1994. Chociaż od wielu lat znajdowała się na emeryturze, w dalszym

ciągu uczestniczyła w życiu swojej małej społeczności. Zasiadała m.in. w jury konkursów recytatorskich, cały czas mając kontakt z młodzieżą. Zmarła 14 czerwca w wieku 76 lat.

 

Bronisław Larek (1956-2024)

„Byłem tylko jednym z wielu”, mówił opisując swoją działalność opozycyjną. Przyjechał spod Poznania, w elektrowni Dolna Odra pracował od 1975 r. Był świadkiem Czerwca ’76, a także założenia zakładowej Solidarności.

- To było dla mnie jak początek Powstania Warszawskiego. Wolność, radość, gazety bez cenzury, zdawało się, że nastąpił koniec komuny – opowiadał.

Dlatego bardzo przeżył wprowadzenie stanu wojennego.

- Wszystko się zawaliło. Nie mogłem spać. Gdybym nie wierzył w Pana Boga – chyba bym się załamał. W podziemiu nie brałem udziału w akcjach ulotkowych, natomiast bardziej zajmowałem się przekazywaniem informacji, prasy podziemnej, książek i innych materiałów – wspominał.

 

Marcin Wojtas (1978-2024)

Prowadził sklep mięsny przy ulicy Kościelnej w Gryfinie.

- Przez całe życie pracował jako rzeźnik, masarz. Najpierw u dziadka, po którym następnie przejął masarnię w Steklnie. Jego

produkty były znane w całej okolicy. Najlepsze jakie można zjeść w okolicy. Był świetnym człowiekiem, który nigdy nie odmówił nikomu pomocy. Wspierał nie tylko społeczność ze Steklna, ale również inicjatywy z regionu – opowiadał jego bratanek.

Był fanem wędkarstwa i futbolu, współzałożycielem Wichra Steklno. Wspólnie z ojcem i kolegą przygotował boisko, najpierw do rozgrywek GLPN, a po reaktywacji, do B-klasy. Był prezesem, ale również piłkarzem, nieustępliwym obrońcą, który słynął z ostrej gry. Nie obudził się z popołudniowej drzemki.

 

Józef Odrowski (1945-2024)

Latem pożegnaliśmy Józefa Odrowskiego, wieloletniego mieszkańca Gryfina. Odszedł 13 sierpnia, w wieku 79 lat, po ciężkiej i długotrwałej chorobie. Od wielu lat zmagał się bowiem z nowotworem.

- Był znany i lubiany przez wiele osób nie tylko z naszej gminy. Znano go również z działalności zawodowej, którą prowadził w regionie – mówią bliscy zmarłego, dodając, że Józef Ordowski był najstarszym operatorem koparki w Gryfinie.

- Jego wyjątkowa osobowość i profesjonalizm operatora koparki zostaną na zawsze zapamiętane przez wszystkie osoby, które miały możliwość go poznać oraz z nim pracować – skomentowali bliscy w ostatnim pożegnaniu. Spoczął na Cmentarzu Komunalnym w Gryfinie.

 

Andrzej Duraziński (1961-2024)

W lipcu dowiedział się o nowotworze nerki z przerzutami, zmarł półtora miesiąca później. Jeszcze kilka tygodni wcześniej występował na boisku. Był czynnym zawodnikiem Polonii Gryfino, grał też w gryfińskiej halówce i meczu noworocznym. W CV miał też juniorów Energetyka, Czarnych Czarnówko, Grota Gardno, Ogniwo Babinek. Przede wszystkim był jednak legendą Odrzanki Radziszewo: piłkarzem (do 1996 r.), przez chwilę trenerem i działaczem, który szukał talentów w regionie. W ostatnich latach dbał o sportowy rozwój wnuka.

- Staram się, by Niko nie tylko biegał za piłką. Pokazuję mu również inne dyscypliny, żeby był wszechstronnie wysportowany - mówił, marząc o tym, by zobaczyć wnuka w reprezentacji Polski.

 

Henryk Bartocha (1950-2024)

W rodzinie nazywany był rodzynkiem (miał cztery siostry).

- Jego wyuczony zawód to tokarz/frezer, ale potrafił zrobić wszystko, był typową złotą rączką – opowiadał jego syn.  Pracował w melioracji, Państwowym Ośrodku Maszynowym w Gryfinie oraz w Przedsiębiorstwie Transportowo Sprzętowym Budownictwa „Transbud – Szczecin”. W 1989 r., w celach zarobkowych, wyjechał do Czechosłowacji, a po powrocie założył z żoną (przeżyli wspólnie 51 lat) sklep z pamiątkami i upominkami oraz kiosk spożywczy na gryfińskim dworcu. Zaczął również pracę w mleczarni i rozwoził nabiał po całej okolicy. W latach 60. był piłkarzem  Polonii Gryfino, a później wielkim fanem Energetyka. Chodził na wszystkie mecze syna oraz swoich wnuków.

 

Leopold Powietrzyński (1928-2024)

Pochodził z Kujaw, skąd w 1942 r. został wysłany na przymusowe roboty do dzisiejszego Myśliborza. W 1948 r., wspólnie z młodą żoną Barbarą, zamieszkali w Wełtyniu, gdzie wcześniej osiedliło się wujostwo panny młodej. Pracował na poczcie, a następnie został zatrudniony w gminie Wełtyń.

- W samorządzie pracowałem długo, bo była jeszcze Powiatowa Rada Narodowa w Gryfinie. W 1957 r. wziąłem kredyt i kupiłem gospodarkę, piętnaście hektarów – mówił podczas naszej rozmowy (z okazji 70-lecia małżeństwa!), długo opowiadając o krowach i mleku, z którego gospodarstwo było znane w całym regionie.

- Nigdy wódki nie pił i nie latał wieczorami. Zawsze był dobrym, pracowitym i sumiennym mężem – komplementowała go żona.

 

Władysław Krasowski (1987-2024)

Razem z rodziną osiedlili się w Gryfinie w 1976 roku, przyjechali z Choszczna. Władysław przez ponad czterdzieści lat pracował w kolejnictwie. Jeździł różnymi pociągami, ale przede wszystkim był maszynistą w Cargo. W 1995 r.

przy parafii pw. Niepokalanego Serca Maryi w Gryfinie powstało Katolickie Stowarzyszenie Kolejarzy Polskich, którego został pierwszym prezesem. W tym samym roku zapoczątkował pierwszą piszą pielgrzymkę na Osiedle Słoneczne do Szczecina.

- Twoja działalność była wyjątkowa i odpowiedzialna. Zabiegałeś o to, aby wszystko było po Bożemu i z modlitwą. Aby w uroczystościach kościelnych zawsze był poczet sztandarowy. Dbałeś o szacunek i pokój w KSKP – padło w mowie żałobnej.

 

Genowefa Solecka (1933-2024)

Pochodziła z Wileńszczyzny skąd w 1940 r. jej rodzina została zesłana do Kazachstanu. Po powrocie – w czerwcu 1946 r. - zamieszkali w Gryfinie („Bo pociąg dalej już nie jechał”). Ze względu na fakt, iż była pionierką  , potrafiła odmalować powojenny wygląd miasta, a także stosunki w nim panujące (przeczytać o tym można w „Pionierach Gryfina”). Po zdaniu „małej matury” w liceum gryfińskim, rozpoczęła pracę w Gminnej Spółdzielni, gdzie spędziła 40 lat. W 1953 r. wyszła za Edwarda Soleckiego, którego rodzina też wróciła z Sybiru („Nasze rodziny się znały, ale my poznaliśmy się na weselu koleżanki, gdy wrócił z wojska”). Powojenne życie spędziła w domu na Krasińskiego. Miała 4 dzieci, 6 wnucząt i gromadkę prawnucząt.

 

Waldemar Prostak (1962-2024)

- Pracował jako kierowca w jednej z lokalnych piekarni i bardzo często można było go spotkać jak rozwozi pieczywo busem, który był oklejony w rożnego rodzaju gadżety w barwach Ogniwa Babinek. Był zawodnikiem, działaczem a nawet trenerem grupy juniorów i seniorów, za czasu śp. prezesa Ryszarda Studzińskiego. „Valdano” mocno angażował się w rozwój klubu – wspominał wiceprezes Ogniwa.

Klubowi z Babinka był wierny nawet wtedy, gdy założył rodzinę i zamieszkał w Lubanowie.

- Po wygranych derbach z Czarnymi tygodniami pytał kibiców Lubanowa o wynik meczu – wspominał go T. Dobrowolski.

W historii Ogniwa zapisało się trzech jego synów, choć dwóch jest też legendami Czarnych.

 

Roman Kulawiec (1936-2024)

- Urodziłem się 30 maja 1936 roku na obszarze ZSRR w rodzinie chłopskiej. Ukończyłem 9 klas Szkoły Podstawowej i

Zawodową Szkołę Sanitarno-Weterynaryjną. Do dziś pracuję w zawodzie funkcjonariusza MO. Krótko przed 1950 r. byłem zawodnikiem piłki nożnej w KS Polonia Gryfino, a w latach 1965-1980 piastowałem stanowisko kierownika Sekcji Piłki Nożnej w KS Polonia i następnie KS Energetyk – pisał w 1985 r.

Jego rodzina przyjechała do gminy Gryfino jesienią 1945. Na naszych łamach wspominał pierwsze powojenne mecze, zawodników, wygląd stadionowej infrastruktury.

W latach 60. mówiono o nim jako o „prawej ręce Floriana Geislera” w gryfińskim klubie, bo „czasami wszystko było na jego głowie”.

 

Elżbieta Szatanik (1956-2024)

W policji służyła ponad 28 lat. Od kwietnia 2013r., jako podinspektor była Pełnomocnikiem Komendanta Wojewódzkiego w Szczecinie, ds. Ochrony Praw Człowieka.

- Wcześniej wiele lat zajmowała się profilaktyką oraz przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie jako specjalista w Wydziale Prewencji KWP w Szczecinie. Była doskonałym i cenionym fachowcem, niezwykle zaangażowanym w realizację zadań służbowych, a równocześnie niezwykle empatyczną i zawsze życzliwą koleżanką – przekazała zachodniopomorska policja.

Od 2007 r. należała też do IPA Szczecin, przez cztery lata była zastępcą sekretarza Grupy Zachodniopomorskiej. W maju 2023 r. otrzymała Złoty Medal

„Za wyróżniającą się działalność statutową”.

 

Bartosz Karaczun (2009-2024)

W czerwcu podaliśmy informację, że 15-latek pilnie potrzebuje krwi. Wtedy jego rodzice opowiedzieli o Mięsaku Erwinga, nowotworze złośliwym, z którym się mierzył.

- Rokowania są dobre i jeśli leczenie rozpocznie się szybko, to szansa na całkowite wyzdrowienie wynosi 65-70% - mówił ojciec Bartka. Z czasem stan chłopca się pogarszał.

- Chemioterapia nie dała rezultatów. Podczas 3. cyklu u Bartusia pojawiły się przerzuty do kręgosłupa, klatki piersiowej i kości czaszki! Sytuacja jest tragiczna. Aktualnie synek jest po 1. cyklu mocniejszej chemii. Zniósł ją bardzo ciężko. Z każdym kolejnym dniem ma coraz mniej sił, jest coraz słabszy – pisała jego mama na początku września. Bartek zmarł tydzień później.

 

Jacek Oleszczuk (1969-2024)

Do grobu odprowadzała go elektrowniana orkiestra, a w ostatniej drodze uczestniczyła „połowa Dolnej Odry”, której był wieloletnim pracownikiem. Do października 2023 r., gdy doznał poważnego wypadku samochodowego po niemieckiej stronie. Do szpitala przetransportował go helikopter, doznał bowiem ciężkiego urazu głowy (stłuczenia mózgu, krwotoku śródmózgowego). Przeszedł cztery operacje mózgu, przez kilka miesięcy przebywał w śpiączce na OIOM-ie. Dlatego wiadomość o wybudzeniu Jacka ze śpiączki bardzo podbudowała jego bliskich. Rodzina liczyła, że powoli, ale wróci do normalnego życia, w czym pomóc miała zbiórka internetowa i kosztowna rehabilitacja za granicą. Zmarł pod koniec września.

 

Tadeusz Wegner (1952-2024)

Urodził się w Szamotułach, lecz jego ojca, który był wojskowym, „rzucano po kraju”. Szkołę podstawową Tadeusz rozpoczął w Poznaniu, maturę zdał w Gorzowie Wlkp., po czym zdecydował się pójść w ślady ojca,  wybierając szkołę chorążych w Olsztynie.

- Później dostał kilka miejsc do wyboru i zdecydował się na Czarnówko i 39 dywizjon artylerii OPK. To było w 1973 r. Poznaliśmy się dokładnie 4 września 1974 r., a w kwietniu 1975 r. wzięliśmy ślub. Doczekaliśmy się dwóch synów:– opowiada żona. Tadeusz przeszedł na wojskową emeryturę po 18 latach. Pięć kolejnych spędził w Ruchu Ciągłym elektrowni Dolna Odra. Przez 20 lat pracował też w PUK. Przez dwie kadencje zasiadał w Radzie Nadzorczej.

 

Zbigniew Starosta (1952-2024)

W Gryfinie zamieszkał w 1983 r. Do 1990 r. pracował w MO, a następnie – aż do 2024 r. – w ZSP przy Łużyckiej. Był nauczycielem wf-u, współzałożycielem, wieloletnim szkoleniowcem oraz prezesem Marlina. Wychował tysiące pływaków. Marzył o olimpijczyku i niemal mu się to udało. Jego podopiecznym był Paweł Sendyk, pierwszy polski medalista Igrzysk Europejskich.

- Uczył mnie, żebym zawsze dużo od siebie wymagał – wspomniał najwybitniejszy wychowanek.

O jego zasługach mówili też karatecy (był wiceprezesem Kamikaze), koszykarze z Gryf-Panthers i przedstawiciele sportu szkolnego. Zmarł nieoczekiwanie, miesiąc po usłyszeniu diagnozy. Niemal do końca był aktywny zawodowo i trenersko.

 

Łukasz Tyborowski (1984-2024)

„Od dzieciństwa cały był w smarze”. Świetnie znał się na samochodach, zwłaszcza jednej marki. Należał do BMW Drift Szczecin.

- Brał udział w zawodach, często stając na podium. Najbardziej cieszyło go jednak trzecie miejsce na rundzie Driftbattle 2021 w Makowicach, bo dokonał tego pożyczonym samochodem, które sam przystosował do jazdy w poślizgu. Jego auto uległo awarii, więc wsiadł w auto kolegi, które osobiście „przebudował” i stanął na podium – opowiadali przyjaciele. Nikomu nie powiedział o chorobie. Gdy to uczynił, było za późno na pomoc.

- Łukasz zawsze był uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony na ludzi i otwarty na znajomości. Nie miał żony i dzieci, więc dbał dookoła o wszystkich - wspominali go bliscy.

 

Stanisław Wejdygier (1963-2024)

- W dniu 14 listopada 2024 r., na Cmentarzu Komunalnym w Gryfinie uczestniczyliśmy w ostatnim pożegnaniu naszego kolegi. Senior Stanisław Wejdygier. Był uśmiechniętym i życzliwym człowiekiem.  Drogi Stasiu! Byłeś cząstką naszej rodziny i na zawsze pozostaniesz w pamięci. Najbliższej Rodzinie składamy najszczersze wyrazy współczucia – przekazał Dom Dzienny Senior+ w Gryfinie, w którego zajęciach i wyjazdach Stanisław regularnie brał udział.

- Pochodził z Czarnówka w gminie Widuchowa. Mieszkał następnie w Babinku w gminie Banie, a następnie w Gryfinie, gdzie wybudował się z żoną. Będzie nam go brakowało – przekazali nam członkowie gryfińskiego DDS+.

 

Alicja Saja (1933-2024)

Pochodziła z Kresów Wschodnich, przyjeżdżając w nasze strony  1945 r.. Całe życie poświęciła szkolnictwu. Przez 35 lat pracowała jako: nauczyciel przedszkola i szkoły podstawowej oraz dyrektor SP w Góralicach.

- Przez wiele lat opiekowała się kołem plastycznym i Ligą Morską odnosząc z uczniami sukcesy. Poświęcała im, jak i szkole, swój wolny czas organizując wycieczki, rajdy i rejsy. Jako prezes działała w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci w Trzcińsku-Zdroju, była radną Rady Narodowej Miasta i Gminy (1984-1992), radną Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie (1980-1984), członkinią KGW w Góralicach - pisały władze nadając jej odznaczenie „Zasłużona dla gminy Trzcińsko-Zdrój”.

 

Krzysztof Jankowski (1969-2024)

Podczas jazdy samochodem doznał zawału serca, wjeżdżając w ogrodzenie posesji w Żórawkach. Akcja ratownicza zakończyła się niepowodzeniem. Pochodził z Żabnicy, po ślubie przeniósł się do Krzypnicy, gdzie mieszkał z żoną, 21-letnim synem i szwagrem.

- Był wspaniałym, ciepłym człowiekiem, kochającym mężem i ojcem. Ciężko pracował i starał się, by jego najbliżsi mieli jak najlepsze życie. Czuliśmy tę jego miłość każdego dnia. Traktował nas jak najważniejsze osoby na świecie. Zawsze stawiał rodzinę, poświęcił nam życie – powiedziała jego żona, która trzy dni później straciła brata, Zbigniewa Mazura.

- Tak bardzo przeżył śmierć szwagra, że sam doznał zawału. Miał 62 lata – tłumaczyła Joanna.

 

Nina Wojtalewicz-Dynakowska (1987-2024)

Pochodziła z Kalifornii. Do Marwic przyjechała, by zająć się domem zmarłych rodziców. W Polsce wyszła za mąż, została mamą dwójki dzieci. O chorobie dowiedziała się przed Bożym Narodzeniem 2020 usłyszała diagnozę: rak piersi III stopnia z przerzutami na węzły chłonne. Rokowanie nie były dobre, już wówczas nowotwór objął kości, płuca i wątrobę. Walczyła długo, dostając wsparcie od przyjaciół i mieszkańców naszego regionu.

- Chciałabym patrzeć jak moje dzieci rosną, jak dojrzewają – powtarzała Nina. Odeszła 17.11.

- Kochałem Cię jak nikogo na świecie. Byłaś moja gwiazdą i mam nadzieję że zawsze będziesz świecić nad nami – napisał w ostatnim pożegnaniu jej mąż.

 

Barbara Bartkowiak (2004-2024)

Odeszła nagle, w nocy z 17 na 18 listopada. Była druhną z Ochotniczej Straży Pożarnej w Troszynie (gmina Mieszkowice). W działalność ratowniczą zaangażowała się nieprzypadkowo.

- Basia pochodziła z rodziny o tradycjach strażackich, jej tato jest druhem w OSP w Cedyni, zaś brat funkcjonariuszem PSP w Gryfinie oraz Prezesem jednostki OSP Chojna. Jej drugi brat jest również członkiem OSP Chojna – przekazał Oddział Powiatowy ZOSP RP w Gryfinie. Jak wspominają osoby, z którymi współpracowała, pomoc innym miała we krwi. „To jedna z pierwszych uczennic, które współtworzyły Szkolną Grupę Ratowniczą w Cedyni. Była cicha, ale zawsze uśmiechnięta”.

 

Maria Lewandowska z d. Karwan (1941-2024)

Urodziła się 8 stycznia 1941 r. w Łukowej, koło Biłgoraja.

- W 1943 r. została przesiedlona z mamą na tereny III Rzeszy. Na Zamojszczyznę wróciły pod koniec 1945 r. – opowiadają córki.

W 1947 r. rodzina przeniosła się do Dębiny (gm. Stare Czarnowo), a w 1949 r. do Lubicza (ojciec Marii był kierownikiem PGR).

- W Gryfinie zamieszkała w 1963 r., po ślubie, ale już od 1960 r. pracowała tu w magistracie. W 1975 r. została skierowana do USC, którego była wieloletnim kierownikiem. Życzliwa i pomocna przy załatwianiu formalności urzędowych z okazji narodzin dziecka, zawarcia małżeństwa, czy zgonów. Wielokrotnie doceniana przez władze, w tym Złotym Krzyżem Zasługi.  Lubiła podróże, ludzi, aktywne formy spędzania czasu, w tym długodystansowe marsze z kijkami. Pasjonatka przyrody, robótek ręcznych i mody – wspominają jej najbliżsi.

 

 

Wiesława Tyła (1949-2024)

- Przekraczając próg jej pracowni, wchodziło się do innego świata – mówią jej wychowankowie, których było tysiące. Przez ponad 30 lat prowadziła pracownię i kronikę w Młodzieżowym Domu Kultury (była też jego ostatnią dyrektor), zakładała chór Res Musica, stworzyła archiwum prac każdego ze swoich uczniów.

„Niezwykle pracowita, sumienna, utalentowana jako artystka, bo zajęcia malarskie nie są czymś typowym dla powiatowych ośrodków, a do tego ogromny talent pedagogiczny.  Nie krzyczała, nie krytykowała.

Patrzyła na pracę i mówiła: Nie uważasz, że brakuje w niej powietrza? – opowiadali bliscy. Cechowało ją ogromne poczucie estetyki, ale też wrażliwość na otoczenie: zwierzęta, rośliny.

 

Mariusz Maciejewski (1963-2024)

Urodził się w Cedyni, lecz związany był ze Starym Objezierzem. Był społecznikiem i samorządowcem. Po raz pierwszy, w Radzie Miejskiej Morynia zasiadał w latach 2019- 2024. W kwietniu ’24 otrzymał reelekcję, startując z komitetu Sławomira Jaska. Otrzymał 58 głosów, co dało 64,44% poparcia. Radnym bieżącej kadencji był przez siedem miesięcy. Zmarł nieoczekiwanie. Znajdował się w sklepie, gdzie nagle zasłabł. Doszło do zatrzymania krążenia i mimo czynności resuscytacyjnych nie odzyskał świadomości. W ostatnim oświadczeniu majątkowym, złożonym dzień po skończeniu 61 lat, pisał że jest radnym, ale też rencistą, który pracował jako sprzedawca w Osinowie Dolnym.

 

Leszek Szemel (1945-2024)

Był Zasłużonym Mistrzem Sportu. Został wybrany najlepszym waterpolistą 30-lecia w Polsce.

- Po raz pierwszy pojechałem na zgrupowanie reprezentacji w 1961 r. Miałem zaledwie 16 lat. Rok później znalazłem się w kadrze na Mistrzostwa Europy. Startowałem na nich kilka razy: w Lipsku, w Wiedniu, byłem też na Malcie na Mistrzostwach Świata. W kadrze rozegrałem ponad 200 meczów – opowiadał. Z drużyną  Arkonii zdobył dziewięć tytułów Mistrza Polski, pięciokrotnie zdobył zaś tytuł króla strzelców ligi. Uchodził też za najlepszego kraulistę w Polsce. Zdobyłem pięć tytułów MP w pływaniu. Trzy razy na długim basenie oraz dwa razy na krótkiej pływalni. W Gryfinie zamieszkał w 1983 r. Był kierownikiem sekcji piłki nożnej Energetyka Gryfino.

 

Bronisława Lewandowska (1924-2024)

Jedna z pierwszych mieszkanek Gryfina (od maja 1945 r.)

- W mieście byli praktycznie sami Ruscy i garstka Polaków. Zostałam zatrudniona w urzędzie miejskim jako maszynistka – opowiadała.

Wojnę spędziła w obozach koncentracyjnych: Auschwitz i Ravensbrück. Pobyt w nich okupiła utratą zdrowia. Jak mówili jednak jej bliscy: przez całe życie była fertyczna i zaangażowana. Mimo 100 lat cechowała ją świetna pamięć. Z dokładnością opowiadała nie tylko o losach wojennych, ale też powojennym Gryfinie, mieszkańcach. Jej mężem był Bogusław, jeniec wojenny, który w maju ’45 przeprowadził do Gryfina grupę polskich więźniarek i jeńców. Doczekali się dwóch synów (jeden z nich był posłem III kadencji Sejmu).

 

Stanisława Bracha (1929-2024)

Była jedną z bohaterek działu "Pionierzy Gryfina". Opowiadała w nim nie tylko o naszym mieście, ale także wydarzeniach wojennych. W Gryfinie pojawiła się 5 czerwca 1946 r.

- Przyjechałam tu z mamą i młodszą siostrą z Kazachstanu. Już od Stargardu każdy z przewożonych transportem mógł wysiadać w dowolnej miejscowości. Wiele osób wysiadło właśnie w Stargardzie. A my nie zdecydowaliśmy się wysiąść też w Dąbiu i tak trafiliśmy do Gryfina - opowiadała w rozmowie z Kubą Kasprzykiem.

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/10/2025 11:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama