Po trzydziestu latach kariery „koniec” postanowił powiedzieć Tomasz Matoszko. W ekskluzywnym materiale dla Gazety Gryfińskiej opowiada o swoim życiu i ukochanej dyscyplinie
W swoi życiu rozegrałem wiele ważnych meczów. Jeśli miałbym wybrać jeden, postawiłbym na ten z Sokołem Gdańsk. Wróciłem do Energetyka w 2007 roku, bo w Gryfinie tworzyło się coś fajnego. Pojawili się zawodnicy, klub postawił za cel awans do 1.ligi.
Już w sezonie 2007/2008 było blisko, ale przyszło pamiętne spotkanie z Pogonią Handball Szczecin… Musieliśmy poczekać jeszcze rok. Wymagania i oczekiwania były spore, ale udawało nam się im sprostać. Okazało się, że mecz o awans zagramy w bezpośrednim pojedynku z Sokołem Gdańsk.
Sama wygrana nie dawała nam sukcesu, musieliśmy zwyciężyć z rywalem co najmniej trzema bramkami różnicy. Spotkanie odbywało się w Gryfinie. Balkon był wypełniony po ostatnie miejsce. Kibice byli naszym kolejnym zawodnikiem i tym razem nie wypuściliśmy okazji z rąk. Wygraliśmy siedmioma bramkami i wywalczyliśmy wymarzony awans do 1.ligi. Gdybym wówczas wiedział, że będą to ostatnie szczęśliwe chwile w Gryfinie…
Chociaż planowałem zakończyć tutaj karierę, już rok później musiałem odejść. Mimo, że rzucałem najwięcej bramek w 1.lidze i zostałem wybrany przez waszą gazetę zawodnikiem sezonu, działacze zrobili ze mnie jednego z kozłów ofiarnych. Na początku bolało, później przyszła obojętność.
Czasami wracam myślami do tego dnia z maja 2009 roku. Jest takie charakterystyczne zdjęcie, które bardzo lubię. Jestem na nim razem z Luckiem Galusem, cieszymy się z awansu, w tle wystrzeliwują szampany. Trudno uwierzyć, że to już dziewięć lat…
Więcej w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze