Reklama

M. Kokoszyńska: Ludzie naprawdę chcą zmiany

Czyżby potencjalny inwestor zainteresowany przywróceniem do życia gryfińskich kortów w okolicach Centrum Wodnego Laguna był dla części lokalnych polityków powodem do zmartwień? Publikacja, którą 4 maja zamieścił pewien lokalny portal, może być tak interpretowana. Niejako w odpowiedzi na nią, miłośnicy tenisa ziemnego rozpoczęli spontaniczną akcję zbierania głosów poparcia dla pomysłu inwestora z Widuchowej, firmy Drew-Hal. Według nich to realna szansa na koniec wieloletniej smuty i zapaści obiektu, który niegdyś był chlubą Gryfina

O akcji zbierania podpisów dowiedzieliśmy się od reprezentującej środowisko dawnych wychowanków gryfińskiej sekcji tenisowej, Magdaleny Kokoszyńskiej (z domu Podleśna) oraz jej męża Pawła. Rozmowę z weteranką naszych kortów publikujemy poniżej. W zaledwie kilka dni od ukazania się wspomnianej publikacji, petycję podpisało już około dwustu osób. Nadal zgłaszają się kolejni chętni, dla których niezrozumiałą jest postawa części środowiska lokalnych polityków. Chodzi o radnych, których działania interpretowane są przez nich jako torpedowanie realnej szansy na zmianę fatalnego - dla miłośników tej dyscypliny sportu - gryfińskiego status quo.
Portal cytuje radnego Marka Saneckiego, dla którego inwestycja będzie wyrwą w tym, czym ma gospodarować nowy podmiot. Przypomnijmy, że - póki co - pomysł, który zakładał połączenie CW Laguna z OSiR-em trzymającym pieczę nad zdewastowanymi kortami, nie został zrealizowany. Kolejny cytowany radny, Piotr Romanicz z klubu radnych PiS, martwi się, że za chwilę w związku z tym, gdy Gmina wydzierżawi korty, przyjdzie do nas klub sportowy o dotację na tenis (a to nie jest tani sport). I co wtedy? Podejmiemy decyzję kosztem innych klubów?. Miedzy innymi na takie właśnie dictum postanowili odpowiedzieć autorzy petycji.

Jaki skutek odniesie petycja? Przekonamy się już niebawem. Spotkanie radnych z inwestorem odbędzie się w trybie zdalnym dzisiaj (13.05) o godz. 16.00.

Reklama

 

-- WYWIAD --

Ludzie naprawdę chcą zmiany

 

Rozmowa z Magdaleną Kokoszyńską, wychowanką i byłą zawodniczką gryfińskiej sekcji tenisa ziemnego.

 

O co chodzi z tą petycją?
M. Kokoszyńska: Zrobiłam to na zasadzie impulsu. Zapalnikiem była publikacja - na pewnej lokalnej platformie internetowej - w odpowiedzi na artykuł, który ukazał się w Gazecie Gryfińskiej o tym, że może w końcu coś w sprawie kortów się zmieni, że coś tam powstanie. Ucieszyliśmy się, ale zaraz potem dotarły do nas głosy, że część radnych organizuje się, żeby być przeciw.

Reklama

 

Dlaczego?
- Nie wiadomo. Rozumiem, że trzeba ofertę zobaczyć i przeanalizować. Mówienie, że nie, bo może kiedyś coś tam innego będzie, że nie damy nikomu i sami będziemy trzymać - jest dla mnie kompletnie bez sensu. Można przeczytać głosy radnych, że nie wolno tego nikomu oddać, że powstanie sekcja i będą chcieli zabrać pieniądze z Gminy, że nie wolno robić jakiejś wyrwy. Tak jakby ta wyrwa nie istniała od dwudziestu lat! To wszystko jest tak mało racjonalne…

 

Z czego to wynika twoim zdaniem?
- Z braku wiedzy? Z braku przygotowania do jakiejkolwiek rozmowy z mieszkańcami? Z toczenia własnych wojenek z partyjnym szyldem na czole? Mnie nie obchodzi to, kto doprowadził do tego, co stało się z kortami. Ostatecznie nie był to Mieczysław Sawaryn, bo to działo się już od połowy lat 90. Zaczęto wtedy wpuszczać tam koncerty na płytę główną i tak dalej. Ja, Adam Chańko i Tania próbowaliśmy tworzyć w Gryfinie sekcję, nikt z nami nie chciał jednak rozmawiać. Rzucano nam tylko kłody pod nogi. Dziesięć lat temu mój brat był gotowy nawet wziąć kredyt, by coś z tym zrobić. Usłyszałam od jednego ówczesnego radnego, że jak mi się nie podoba, to mogę wyjechać z Gryfina!

Reklama

 

Trochę słabo…
- Wszelkie pomysły spotykały się wtedy ze sprzeciwem. Teraz wygląda na to, że wcale nie jest lepiej. Żaden z radnych nie przyszedł do nas, do osób związanych z tym środowiskiem, by zapytać, co my o tym sądzimy. Przecież my się w Gryfinie wszyscy znamy! Chociażby Kasia Kotula wywodzi się z tego środowiska. Mówiła nawet w wywiadzie, że dzieciństwo spędziła na kortach. W sprawie aktualnego zamieszania piszą do mnie zawodnicy, w tym ludzie ze Szczecina: Matko, co tam się u was dzieje, niech ci radni się ogarną! Ze Stanów pisze do mnie Ewa Radzikowska, która śledzi te doniesienia.

Reklama

 

Nikt z radnych się nie pytał?
- Nikt. Opowiadają naprawdę - przepraszam, ale nie potrafię tego nazwać inaczej - głupoty. Nie wiem, jak mam określić inaczej te głosy przeciwne inwestycji. To nie jest tak, że oni sobie pójdą na sesję rady miejskiej, podniosą rękę i po kłopocie, bo nikt tutaj nie chce nic robić. W nas aż wszystko wrze, jak to widzimy. Dlatego powstała petycja. Nie spodziewaliśmy się, że spotka się to z takim odzewem. Ludzie sami proszą, żeby im ją drukować, że będą też zbierać podpisy. Gdybyśmy mieli na to miesiąc, to przynieślibyśmy im pełne kartony. Ludzie naprawdę chcą zmiany.

Reklama

 

Uda się?
- Wszędzie powstają nowe ośrodki do gry w tenisa, czasami w małych wioskach. U nas miałby to być kompleks nawet z boiskiem do gry w piłkę nożną. I co? Nie można? Bo powstanie sekcja i zabierze pieniądze innej sekcji? Czyli komu? Markowi Saneckiemu? Przecież on mieszka vis a vis tego obiektu. Ja, gdy to widzę, za każdym razem chce mi się płakać. Pamiętamy ze znajomymi te turnieje, jak tam było, jak tam tętniło życie. Ludzie przychodzili na kawę, posiedzieć. Korty nie są miejscem jedynie do grania. Ludzie chcą działać, organizować się, jest Polski Związek Tenisa, są różne programy, projekty dla dzieci, obozy, można załatwiać sprzęt, dofinansowanie…

Reklama

 

Inwestor jest. Doświadczony.
- Nie chcę, żeby wyszło, że lobbuję konkretnie za tym panem. To jest po prostu realna szansa. Przecież nic nie stracimy. Podpisujemy umowę, w razie niewywiązania się mamy zabezpieczenie. Mrzonki, że może ktoś lepszy się znajdzie… Niech Marek Sanecki zajmie się triathlonem, a innym da rozwijać swoje pasje. W Gryfinie oprócz piłki nożnej, to nie ma nawet gdzie wyjść. Nowa hala jest dla drużyn, a dla prywatnych osób nie ma wielu możliwości. W Stargardzie zadaszono kolejne korty, na które zjeżdżają się ludzie z całej okolicy. Jak słyszę, że u nas „nie, bo nie”, „bo ten jest z PiS, a ten z SLD”, to ja chcę wszystkich uświadomić, że partie polityczne nie grają na kortach. Przecież nie budujemy kortów dla PiS, KO, Lewicy i tak dalej.

Reklama

 

Jeszcze by tego brakowało.
- Słuchaj, dzieci przez pandemię i zamknięcie w domach mają problemy psychiczne, wpadają w depresję. Gdzie one mają pójść? Rekreacyjny sport jest świetnym lekiem na różne sprawy. Czym innym będzie taki obiekt niż kolejną możliwością dla nich, by coś ze sobą pozytywnego zrobić? Jeśli mam być szczera, to nie wierzę w powodzenie tej akcji. Robię to może dla siebie, żeby tych wszystkich ludzi zawstydzić, że coś takiego ma miejsce w Gryfinie.

• Rozm.: J. Stankiewicz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama