Reklama

Horba ukrywany przez trenera

Chociaż za nami dopiero trzy kolejki, już pojawiły się głosy, że bardzo dobrym ruchem ze strony trenera Marka Nikitińskiego było sprowadzenie z Hutnika Szczecina Wojciecha Horby.

Urodzony w 1992 roku napastnik w dwóch ostatnich meczach zanotował dwa trafienia, przez co znacząco przyczynił się do wywalczenia przez Energetyk kolejnych punktów.

Rozmowa z Wojtkiem Horbą

W czasie wszystkich spotkań okresu przygotowawczego zdobyłeś zaledwie jedną bramkę, a w lidze pokonałeś bramkarzy rywali już dwukrotnie. Szykowałeś formę na właściwe rozgrywki?
Wojtek Horba: Tak, to była tajemnice skrzętnie ukrywana przeze mnie i trenera Nikitińskiego. Zabronił mi strzelać w sparingach żeby rywale byli zaskoczeni moją formą w lidze (śmiech).

Jeszcze by cię nam podkradli.
- I o to chodziło.  Teraz będzie już wszystko przebiegało normalnie i należy spodziewać się kolejnych moich trafień.

Podobnych do tego dzisiejszego? Z tego co wiem akcja, po której padła bramka na 3:2 była wielokrotnie „wałkowana” na treningach.
- Tak, to było ćwiczone wcześniej i wykorzystaliśmy to już w Gdańsku. Praktycznie ci sami zawodnicy, bo piłka poszła ze środka do boku, gdzie Lipka dograł ją do mnie do pola karnego. Nie było w tym najmniejszego przypadku.

Wcześniej trafienie zanotował Jarek Filiks, lecz sędzia dopatrzył się spalonego. Byłeś blisko sytuacji, więc jak się do niej odniesiesz?
- Wydaje mi się, że piłka przeszła przez linię, aczkolwiek miał prawo gwizdnąć. „Łazi” stał na linii i chyba dotknął piłki, więc faktycznie był spalony.

Gdy straciliście szybko dwie bramki, a potem sędzia nie uznał trafienia Filiksa pomyślałeś, że mecz jest nie do wygrania?
- Były takie myśli, przynajmniej w mojej głowie, ale udało się je odgonić. Dobrze, że trafiliśmy dosyć szybko na 2:2. Wielkie brawa dla „Aleksa” za jego rajd, bo potem w drugiej połowie mogło być ciężko. A tak gra była otwarta i mogliśmy stwarzać sobie dużo sytuacji strzeleckich.

I oby tak dalej.
- Oby tak dalej.

*******************************************

Obok meczu. Decyzję sędziów

Mecz Energetyka z GKS-em Leśnikiem Manowo poza emocjami obfitował też w kontrowersyjne sytuacje. Za sprawą sędziowskich decyzji, w drugiej połowie doszło do brutalnej gry, w efekcie której co zawodnicy co rusz lądowali na murawie boiska. Arbiter zawodów podjął dwie szeroko komentowane decyzje. W pierwszej z nich wskazał na rzut karny po faulu Dawida Jeża, zaś w następnej z powodu spalonego zdecydował się nie uznać bramki Jarosława Filiksa.

Postanowiliśmy zapytać trenera Marka Nikitińskiego o ocenę obu zdarzeń.
Marek Nikitiński: Moim zdaniem nie było rzutu karnego, ale decyzja sędziego jest niepodważalna. To był błąd arbitra. Jeżeli chodzi o bramkę Filiksa, to wydaje mi się, że na linii przy bramce był „Łazi”, czyli jednak był spalony. To znaczy, jeśli piłka po strzale Jarka wpadła do bramki, to powinna być ona uznana, a jeśli dobił ją Łukasz, to mieliśmy do czynienia ze spalonym. Ale tego nie wiem. 

Reklama

Trener odniósł się także do dość niespodziewanego debiutu zaledwie 16-letniego Bartosza Frątczaka. Urodzony w 1997 roku junior młodszy w 56 minucie zastąpił na boisku Adriana Skorba.
Marek Nikitiński: Pomysł ze stawianiem na Bartka już teraz wziął się stąd, że upatruję w nim na trwałe zawodnika pierwszego zespołu. Dostałby szansę już w meczu z Arką, ale tuż przed ligą nabawił się urazu mięśnia czworogłowego. Teraz będę go powoli wprowadzał do składu i należy się spodziewać coraz częstszych występów Frątczaka w 3-ligowym Energetyku. Tak jak kiedyś mówiłem, będę chciał stawiać na naszych zawodników, a Bartek jest naszym wychowankiem.

 

Reklama

Grzegorz Racinowski

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama