Reklama

Henryka Racinowska. Dyrektorka ze Stacji W.

Pod koniec kwietnia odbyły się uroczystości związane 80-leciem Szkoły Podstawowej w Widuchowej. Jubileusz potraktowaliśmy jako pretekst do opisania historii jednej z dyrektor placówki. Ze względów całkowicie subiektywnych wybór padł na Henrykę Racinowską

Do Widuchowej „ściągnął ją” mąż. Janusz Racinowski otrzymał dyplom lekarza weterynarii 18 czerwca 1960 roku. Wkrótce po tym, z nakazem pracy, stawił się w Wojewódzkim Zakładzie Weterynarii Oddział Terenowy w Gryfinie (siedziba znajdowała się w miejscu dzisiejszego ZUS-u). 1 września 1960 roku został kierownikiem Państwowego Zakładu Leczenia Zwierząt w Widuchowej.

Henryka dołączyła do niego dwa lata później, po ukończeniu studiów biologicznych na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta. Z Januszem Racinowskim (wówczas studentem trzeciego roku medycyny weterynaryjnej) poznali się w 1957 r., dzięki starszej siostrze. 

Reklama

- Janusz mieszkał w akademiku razem z dwoma najbliższymi kolegami ze studiów: Michałem Orzechowskim i Stanisławem Kachelskim. Byli nierozłączni. Najpierw poznałam Michała, a dopiero później dwóch jego kompanów. Gdy moja siostra znalazła się we Wrocławiu, zabrałam ją ze sobą na spotkanie. Wtedy zapoznała się z Januszem. Zaczęli się spotykać i pięć lat później wzięli ślub. Sakramentalne „tak” wypowiedzieli latem 1962 r., w starym kościele w Jasienicy – opowiada Olga Inglot, najstarsza siostra Henryki.

------------------------------------------------------------

Reklama

Ze względu na dotychczasowe doświadczenia Wrocław jawił się jej jako zupełnie inny świat. Lepszy i kolorowy, pomimo swojej szarości. Podczas studiów poznała bowiem osoby, które zostały z nią przez resztę życia.

- Henia studiowała biologię, a ja geografię. Poznałyśmy się na uczelni. Chodziłyśmy na jeden wydział, działaliśmy w radzie studenckiej.. Byłyśmy podobne, równie biedne i ambitne. Szybko stałyśmy się sobie bliskie. Gdy Henia poznała Janusza, zabrała mnie na spotkanie z jego znajomymi. Tak zapoznałam Stasia Kachelskiego, swojego przyszłego męża.

Reklama

Co ciekawe, nawet mężów miałyśmy podobnych! Janusz i Stasiu, razem z Michałem Orzechowskim, byli nierozłączni. Studenci weterynarii, inteligentni, lubiący się bawić i oczywiście grać w pokera na pieniądze. Jednocześnie byli troskliwi, opiekuńczy. Zabierali nas na spacery po mieście, do kina, opery, teatru. Również na tańce, ale rzadziej. Tak upływał nam czas na studiach – wspomina Sabina Kachelska, jej najbliższa przyjaciółka.

Cały artykuł znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mirka - niezalogowany 2026-05-14 14:02:48

    Z dzieciństwa pamiętam, że przez pewien czas mieszkaliśmy w budynku wetrynaryjnym w Widuchowej Stacja. Tata był pomocnikiem, sanitariuszem pomagającym panu Racinowskiemu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Grzesiek 2026-05-14 14:51:30

    A jak szanowny tata się nazywał?

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kasia - niezalogowany 2026-05-15 19:59:09

    Super Pani dyrektor - każdej szkole takiego Dyrektora powinni przydzielić

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama