Historia Dni Gryfina to również opowieść o zachodzących zmianach. Na przełomie wieków Gryfino przechodziło powoli w… stan uśpienia. Echa Joya, czy knajp rozsianych przy ul. Sportowej już wówczas pozostały wspomnienia. Z drugiej strony początek XX wieku to najlepszy okres Dni Gryfina, o co zadbał Henryk Piłat. Prezentujemy IV część naszego cyklu
Działające dziś puby można policzyć na palcach jednej ręki. Niewiele więcej jest restauracji, a typowego klubu ani jednego. Proces ten rozpoczął się właśnie na przełomie wieków.
- Młodzi ludzie wyjeżdżali i te lokale zamykały się, jeden za drugim – mówią nasi rozmówcy.
W zatrzymaniu trendu nie pomagały pomysły rządzących. W 2002 r. gryfińscy radni wprowadzili zakaz puszczania głośnej muzyki w… pubach i dyskotekach po godzinie 22.00.
- Uważam, że to co przyjęliśmy jest daleko idącym kompromisem po to, żeby pogodzić interesy i mieszkańców i właścicieli dyskotek, a także młodych ludzi, którzy chcą się bawić, ale i młodych, dzieci, chcących spać – mówił Andrzej Urbański, który w lutym 2002 r. zastąpił jako burmistrz odchodzącego do sejmu Wojciecha Długoborskiego.
Właściciele dyskotek zaskarżyli uchwałę do wojewody. Sprawą zainteresowały się krajowe media.
- Gryfino nie będzie miastem ciszy. Tak zdecydował wojewoda, który unieważnił kontrowersyjną przedwyborczą uchwałę poprzedniej rady miasta, zdominowanej przez SLD. Lewicowy zarząd miasta i radni mieli nadzieje, że jeśli dyskoteki i kluby nocne w mieście zamilkną, zdobędą poparcie wyborców na kolejne cztery lata – pisał dwie dekady temu RMF FM.
Nie zatrzymało to powolnej śmierci rozrywkowej części miasta. Procesu dopełniło wejście Polski do Unii Europejskiej. Po 2004 r. z naszego regionu wyjechały tysiące osób, kierując się nie, jak miało to dotąd miejsce, w stronę Niemiec, lecz Wysp Brytyjskich i Skandynawii.
Miasto żyło wówczas aferami w gminnych spółkach: niegospodarnością w PEC oraz nieprawidłowościami finansowymi w PUK, gdzie na przestrzeni kwietnia i maja 2002 roku… wybuchły trzy pożary, trawiąc m.in. część dokumentacji. Dni Gryfina ’02 przeszły więc bez większego echa, co może dziwić, gdyż z dzisiejszej perspektywy program wydaje się atrakcyjny. Zagrali m.in. Kult, Lady Pank, Farba, czy Kayah. Całkiem nieźle, choć biorąc uwagę to, co dopiero miało się wydarzyć…
20-30 tysięcy na Ich Troje
Jesienią 2002 r. odbyły się wybory samorządowe, w Gryfinie reklamowane jako starcie rządzącej lewicy z prawicą, która w II turze skupiła się wokół Henryka Piłata. To właśnie prezes Regalicy, dość nieoczekiwanie, został wybrany nowym włodarzem, jednocześnie wprowadzając największą liczbę przedstawicieli do Rady Miejskiej.
Dni Gryfina nie były pomysłem Piłata, ale do dziś pokutuje twierdzenie, że impreza była jego oczkiem w głowie. Zmarły w 2017 r. burmistrz bardzo szybko zrozumiał, że ludzie pragną chleba i igrzysk. W 2003 r. wystąpiły m.in. Elektryczne Gitary, Ewelinę Flintę, Stachursky’ego i Łzy. Prawdziwą bombę przygotował jednak (w tym czasie to magistrat odpowiadał za organizację, co wkrótce miało się zmienić i Dni Gryfina wróciły do GDK-u) dwanaście miesięcy później.
Nieprzypadkowo Dni Gryfina ’04 uchodzą za piłatowski Opus Magnum. 1 Maja zabawę zaczął Marek Torzewski (występ zwieńczył zejściem na trybuny i wspólnym śpiewaniem z publicznością), później na scenie pojawiły się Róże Europy, Marcin Rozynek, Kasia Kowalska i Perfect. Wszyscy jednego dnia! 3 maja wystąpili kabareciarze (m.in. Koń Polski i Grzegorz Halama) oraz Maryla Rodowicz i – jakże inaczej – Lady Pank. Najważniejszy punkt obchodów miał jednak miejsce 2 maja, gdy zaprezentowali się miejscowi: Braty z Rakemna, a także VOX, Leszcze oraz Ich Troje.
Dziś Michał Wiśniewski jest przebrzmiałą gwiazdą, odcinającą kupony od dawnej kariery. Na początku XXI wieku jego Ich Troje niepodzielnie rządziło na polskich listach przebojów. W samym 2001 r. sprzedali 688 tysięcy egzemplarzy płyty „Ad 4”, a do tego 95 tysięcy poprzedniego wydawnictwa „3”, dystansując tym konkurencję w kraju. W 2003 r. reprezentowali nasz kraj podczas Eurowizji, gdzie zajęli świetne, z perspektywy czasu, siódme miejsce. Michał Wiśniewski, jak na gwiazdę największego kalibru przystało, miał też swój telewizyjny program. Wzorem amerykańskich produkcji, stacja TVN emitowała w latach 2003-04 reality show „Jestem jaki jestem”, pokazujący codzienne życie lidera Ich Troje oraz jego bliskich i współpracowników.
Przyjazd zespołu do Gryfina, i to w szczycie popularności, został uznany w mieście nie tylko za wydarzenie roku, ale całej dekady. A podczas 10-lecia DG grali przecież najwięksi z największych.
- Koncert Ich Troje wywołał rekordowe zainteresowanie. M. Wiśniewskiego słuchało ponad 20 tys. ludzi – pisało na okładce „Nowe 7 Dni Gryfina”.
W środku gazety pojawiła się natomiast informacja o 20-30 tys. widzów. Spory rozstrzał, lecz tego dnia przez Stadion Miejski rzeczywiście przewinęły się prawdziwe tłumy. Piszący te słowa zapamiętał unoszący się wszędzie kurz oraz zachrypnięty głos wykonawcy, którego występ był komentowany jeszcze wiele dni później. Wielu krytykowało zachowanie sceniczne Wiśniewskiego, słabą barwę głosy (co trzeba oddać: śpiewał na żywo) oraz repertuar, w którym niekoniecznie znalazły się największe hity, lecz piosenki z kolejnej płyty, która nie zrobiła już takiej furory. Mówiono także, że na koniec wokalista pokazał mającym wyzywać go mężczyzną… tyłek. Nawet jeśli to tylko legenda, to idealnie wpisująca się w atmosferę wydarzenia, które do dziś przewija się w rozmowach gryfinian.
Suweren chciał, suweren dostał
Rozmach imprezy wynikał z koincydencji trzech zdarzeń, przy czym najmniej istotny był fakt, iż w 2004 r. obchodzono 10-lecie Dni Gryfina. Jubileusz ten został zepchnięty na dalszy plan z powodu ważniejszej rocznicy. W 2004 r. wypadło 750 lat od nadania miastu praw miejskich. Ponadto 1 maja 2004 r. Polska weszła do Unii Europejskiej. Wszystkie trzy zasługiwały na wyjątkową oprawę. Bez względu na koszty.
- To były Dni Gryfina związane z jubileuszem miasta, dlatego miały większą niż zwykle skalę. Ja mam satysfakcję, że plan udało się zrealizować i to mimo pogorszenia pogody drugiego dnia. Wbrew temu, co głosi plotka, gmina poniosła stosunkowo niewielki procent kosztu organizacji tegorocznych DG. Na 500 tysięcy złotych budżetu imprezy 350 tys. zł włożyli sponsorzy. To dzięki nim program mógł być tak bogaty i urozmaicony. Gryfino poniosło natomiast koszty organizacyjne: scena, zaplecze, dojazdy, prąd, toalety, połączenia, sprzątanie i cała tzw. logistyka. Łącznie kosztowało nas to 150 tysięcy, ale uważam, że z okazji jubileuszu 750-letnia Gryfina warto było zdecydować się na taki wydatek z kasy miejskiej – mówił Henryk Piłat w rozmowie z lokalną gazetą.
Dla zobrazowania: według danych GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej za okres styczeń-wrzesień 2004 r. wyniosło 2 277,40 zł, a średnia cena za metr kwadratowy w Polsce wynosiła 2,5 tys. zł (w Gryfinie oczywiście mniej). Mimo, iż burmistrz uznał taki wydatek za uzasadniony, jednocześnie zapowiadał, że impreza po raz ostatni mogła odbyć się w takiej formie.
- Liczymy się z taką możliwością, gdyż trudno będzie za rok zdobyć tylu sponsorów. Jednak jak powiedziałem, zadecyduje opinia publiczna i jeśli większość będzie za tym, by Dni Gryfina trwały w podobnej formie, podejmiemy wysiłki, żeby taką koncepcję (choć nie w takiej skali, jak teraz) zrealizować jeszcze raz za rok – zapowiadał H. Piłat.
Jako że wydźwięk społeczny był ogromny, impreza trwała w najlepsze jeszcze przez wiele lat. Sukces DG ’04 pokazał bowiem, jak ważna dla nastrojów społecznych, czyli dla wyborców, jest gryfińska majówka. A że rządził przez dwanaście lat - nie zawsze licząc się z ekonomicznymi względami - dostarczał mieszkańcom tego, czego oczekiwali. Tylko w kolejnym roku Piłat „dał” gryfinianom Dodę (występującą jeszcze pod szyldem zespołu Virgin), Kult, Kobranockę, Ivana i Delfina, Monikę Brodkę oraz Blue Cafe. W następnych latach natomiast: O.S.T.R, Pogodno, Hey, Papa Dance, Raz Dwa Trzy i Kombi (2006), Mezo i Kasię Wilk, Goyę, Braci, Big Cyca, Roberta Janowskiego i De Mono (2007), Comę, Verbę, Krzysztofa Krawczyka, Wandę i Bandę, Leszczy i Kayah (2008), Jamala, Strachy na Lachy, Golec uOrkiestre i Marylę Rodowicz (2009), czy Macieja Maleńczuka, Łzy i Anię Wyszkoni, Dżem, Zakopower i T-Love (2010). A to tylko muzycy, gdyż obok nich występowały też najpopularniejsze grupy kabaretowe.
Przepowiednia Piłata
W Dniach Gryfina, jak w zwierciadle, odbija się finansowa sytuacja gminy. Wieloletnie życie ponad stan w końcu zaczęło wychodzić bokiem. Regres zauważalny był już w 2011 r. Przykryć go udało się jednak tym, że 1 maja zaplanowano Gryfińskie Obchody Beatyfikacji Jana Pawła II, wobec czego nie odbyły się żadne większe wydarzenia sceniczne. W kolejnych dniach zaprezentowali się natomiast Abradab, Perfect, a 3 maja Kasia Kowalska oraz kabareciarze: Tomasz Jachimek, Kacper Ruciński i Abelard Giza.
W 2012 r. impreza skurczyła się do dwóch dni. 1 maja odbył się blok disco polo (zagrał m.in. Bayer Full), a nazajutrz blok związany z Maciejem Czaczykiem, który wygrał wówczas telewizyjne Must be the music. Na wspólny występ z licealistą przyjechała Kora.
Na przełomie 2012 i 2013 roku w Polsce wystąpiła recesja, która w połączeniu z dotychczasową rozrzutnością (czy ktoś pamięta, że Gryfino wygrało niegdyś konkurs na najlepiej oświetlone miasto w Polsce? „Noc wygląda tam jak dzień, wszędzie jest jasno”, komentowało RMF) wpłynęła na sytuację finansową gminy.
Piłatowi obrywało się za rozrzutność podczas każdej sesji Rady Miejskiej. Kwestia Dni Gryfina, jako sztandarowy przykład, pojawiała się przy każdej okazji, gdy omawiano dodatkowe wydatki, cięcia w budżecie, bądź brak środków na regulację bieżących potrzeb. Jak choćby w 2013 r., gdy długo wydawało się, że gryfińska majówka zostanie odwołana, ale w ostatniej chwili Piłat zadecydował inaczej, przeznaczając na ten cel kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Starania te były skazane na porażkę. Przepowiednia Piłata w końcu się dopełniła, wprawdzie dopiero po upływie dziesięciu lat, ale w skali nieznanej dotąd miejscowym. W 2014 r. Dni Gryfina nie tylko nie odbyły się „w takiej skali i formie”, jak w 2004 r. Nie odbyły się bowiem wcale.
- Mamy pod opieką wiele świetlic wiejskich i dwie miejskie. Ta działalność wymaga nakładów finansowych. W tym roku dostaliśmy o 100 tysięcy zł mniej i dodatkową świetlicę pod opiekę. Organizujemy też wiele imprez i festiwali. Nie możemy więc zrezygnować z całorocznej działalności na rzecz jednego wydarzenia – tłumaczyła Maria Zalewska, która jako dyrektor GDK musiała wziąć na siebie publiczną odpowiedzialność za odwołanie sztandarowej imprezy plenerowej Pomorza Zachodniego, jak o Dniach Gryfina pisały szczecińskie dzienniki.
W maju 2014 r. odbył się jedynie festyn „Spotkamy się na nabrzeżu”. Nieprzypadkowo tam, gdyż właśnie wówczas nabrzeże zostało oddane do użytku. Sytuacja była jednak bezprecedensowa. Nie licząc mającego dopiero nadjeść okresu pandemicznego, tylko raz władze gminy zdecydowały się na odwołanie tego wydarzenia. Co ciekawe, mowa o… roku wyborczym.
Dni Gryfina stanowiły sztandarową imprezę Henryka Piłata, wobec czego rezygnacja z nich tuż przed wyborami jest niezwykle wymowna w kontekście ówczesnego stanu finansowego gminy. Ekipa Piłata miała wówczas na głowie sporo innych problemów, w tym zarzuty prokuratorskie za niegospodarność, o których szeroko rozpisywały się nie tylko lokalne media.
Koniec części IV.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze