Reklama

Barbarzyńcy zastawili sidła!

To, co odnaleźli na przełomie lutego i marca myśliwi z Wojskowego Koła Łowieckiego Dublet przechodzi ludzkie pojęcie. Na obszarze pomiędzy Wełtyniem a Starymi Brynkami natrafili łącznie na 91 kłusowniczych wnyków! W kilku z nich odnaleziono szczątki zwierząt

Pod koniec lutego myśliwy należący do koła Dublet wybrał się na polowanie. Podczas jego trwania natknął się na rozstawiony kłusowniczy wnyk. Od razu powiadomił o znalezisku kolegów z koła, a ci Państwową Straż Łowiecką. Strażnicy przeprowadzili na tym obszarze patrol, podczas którego zamontowali fotopułapkę.

- W czasie, gdy była zamontowana, nie stwierdzono jednak poruszania się w tym miejscu ludzi – mówi Norbert Nowak, łowczy z koła Dublet.

Myśliwych to nie uspokoiło i podjęli decyzję o przeszukaniu terenów, za które jako koło odpowiadają. Jak się okazało już po pierwszej akcji, była to słuszna decyzja. Odbyła się ona w dniach 12-14 marca. W trakcie przeszukiwania terenu znaleźli aż 65 stalowych linek, wnyków. Stwierdzili również miejsca, gdzie zostały skłusowane dwa jelenie. Po tym odkryciu postanowili tydzień później ponowić akcję. Przeszukiwali teren w okolicach Nowych Brynek, oraz Starych Brynek i Raczków. Wtedy odnaleźli 25 tego typu urządzeń kłusowniczych. Zastanawiające było ich bliskie rozłożenie przy budynkach mieszkalnych.

Reklama

- 19 z nich odnaleźliśmy za ostatnią posesją w Raczkach, a 6 w zadrzewieniu naprzeciwko wjazdu do jednej z posesji w Nowych Brynkach – mówi łowczy. - Wszystkie zostały zabezpieczone w magazynie - dodaje.

Podczas tych przeszukiwań myśliwi uratowali przed męczarniami, a pewnie i przed śmiercią, 35 kilogramowego dzika. Uwięziony on był właśnie w jednym ze znalezionych wnyków. Jak mówi Norbert Nowak, w tym wypadku skończyło się to szczęśliwie, ale podczas poszukiwań odnaleziono również szczątki dwóch innych dzików oraz sarny.

Reklama

- Poluję od dwudziestu lat i takiego barbarzyństwa jeszcze nie widziałem – mówi łowczy. - Znajdowało się po kilka wnyków, ale to nigdy nie był tak duży proceder jak teraz – dodaje.

Uważa, że kłusowników musi być kilku i są dobrze przygotowani. Zastawiają sidła na zwierzęta, poprzez przygotowywanie różnej wielkości pętli linek. Montują je także zazwyczaj na krzewach bzu, który wydaje specyficzny zapach neutralizujący tym samym zapach stalowej linki. Nie działają oni również typowo w lesie, a w zadrzewieniach przy miejscowościach. Myśliwi zastanawiają się nad wyznaczeniem nagrody za wskazanie sprawców.

Reklama

Niebezpieczne mięso od kłusownika

Zjedzenie mięsa ze skłusowanej zwierzyny może pociągnąć za sobą bardzo poważne skutki. Takie mięso nie jest badane, tak jak te od myśliwych. Chociażby w przypadku wystąpienia włośnia u niezbadanego dzika, może się okazać, że cała rodzina zarazi się włośnicą, która jest ciężką chorobą pasożytniczą. Dla samych kłusowników może się to również skończyć karami. Jeżeli zostanie potwierdzone, że zabili oni w ten sposób zwierzynę, grozić im za to może nawet pięć lat pozbawienia wolności. Norbert Nowak jest zszokowany przyzwoleniem społeczeństwa na tego typu praktyki. Jak twierdzi, chociażby sąsiedzi musieli zauważyć, jak kłusownicy wracali ze zdobyczą.

Reklama

- Zwierzyna, która zostanie uwięziona w takie wnyki umiera w męczarniach – opowiada. – Często złapana sarna jest dobijana przez kłusownika jakąś pałką bądź kamieniem – dodaje.

Dlatego nie możemy być bierni na takie działania. Jeżeli przebywając w lesie zauważymy zastawione wnyki, powinniśmy ten fakt zgłosić do straży miejskiej, policji, bądź straży leśnej. W przypadku znalezisk myśliwych z koła Dublet, Państwowa Straż Łowiecka będzie prawdopodobnie wszczynać dochodzenie.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama