Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama
Reklama

Z CYKLU: Najgrubsze dęby naszego powiatu (odcinek 1)

Wraz z Pracownią Przyrodniczą Sosenka ruszamy na wyprawę szlakiem najbardziej dostojnych dębów, jakie rosną w naszych okolicach. W tej podróży, która potrwa dziewięć kolejnych wydań, towarzyszyć nam będzie zawodowa dendrolożka, gryfinianka Marta Klimowicz. Naszą rozmową z nią spróbujemy bezpiecznie wprowadzić was w wyjątkowy świat tych majestatycznych drzew.

Reklama

Cykl ukazuje się na łamach Gazety Gryfińskiej. Poniższy tekst ukazał się w wydaniu 23 sierpnia br.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Odcinek 1 – dąb szypułkowy w okolicach Gogolic (około 50 km na południe od Gryfina)

 

Dendrolożką jesteś z wykształcenia?

Marta Klimowicz: Nie, z wykształcenia jestem architektem krajobrazu, choć bez dendrologii na tych studiach ani rusz. Nie poszłam jednak w projektowanie ogrodów, a w dendrologię właśnie. Zajmuję się drzewami, na co dzień badam stan zdrowotny drzew.

 

DENDROLOGIEM BYĆ

W dobie dopieszczania prywatnych włości bycie architektem krajobrazu to chyba dochodowe zajęcie? Co skłoniło cię, by pójść w stronę drzew? Misja?

- (śmiech) Dobre pytanie. To fakt, że osoby prywatne coraz częściej chcą dbać o swoje ogrody. Rynek architektów jest jednak trudny. Poza tym mnie bardziej interesowała przestrzeń publiczna. Misja jest trafnym spostrzeżeniem w tym sensie, że oceniając stan badanych drzew, bierzemy też za nie odpowiedzialność i dbamy o bezpieczeństwo w mieście.

 

Sam dwa wydania wstecz opisywałem waszą interwencję, w której sugerujecie wycinkę starej lipy na ul. Łużyckiej. Właśnie ze względów bezpieczeństwa.

- Dużo osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że drzewa to nie tylko dobroczynny wpływ na przestrzeń i nasze życie. Czasami wiąże się z tym niebezpieczeństwo, o które my dbamy. Dla mnie ta praca jest też moją pasją. Badania naukowe, które realizujemy czy publikacje wykraczają poza nasze obowiązki zawodowe

 

Duży jest popyt na usługi dendrologów?

- Coraz większy. Taki trend obserwujemy już od kilku lat. Coraz częściej z różnymi sprawami zgłaszają się do nas zarządcy terenów. Związane jest to ze zmianami klimatu, ale też z inwestycjami prowadzonymi w pobliżu drzew, które zaburzają chociażby istniejące do tej pory stosunki wodne. Drzewo z oczywistych względów rośnie ciągle w tym samym miejscu.

 

No nie pójdzie sobie trochę na bok, bo inwestor ma kaprys.

- Więc żyje z tego, co mu damy. Jeśli w danych warunkach rosło dajmy na to sto lat i nagle zmienimy mu środowisko, to siłą rzeczy reaguje negatywnie. Zabieramy mu wodę, ucinamy korzenie, ograniczamy dostęp promieni słonecznych, a potem pojawia się problem. Nie po roku, po dwóch od inwestycji, tylko dalej. Drzewa się łamią, przewracają, stają się niebezpieczne. Stad nasza pracownia wykonuje też prace związane z nadzorowaniem inwestycji, właśnie pod kątem ochrony zieleni i drzew.

 

Jak oceniasz Gryfino od strony profilu swojej aktywności zawodowej?

- Współpracujemy z naszą gminą na wielu poziomach. Coraz większa liczba nasadzeń jest pozytywną sprawą, bo drzewa są nam potrzebne. Tym bardziej, że cześć drzew jednak z czasem się wycina. Duży nacisk musimy jednak kłaść na to, by nowe nasadzenia przetrwały.

 

To chyba wręcz kluczowe zagadnienie.

- Nie sztuką jest wydać pieniądze. Sadzonki nie są tanie, szczególnie teraz. Zależnie od gatunku, jedna potrafi kosztować tysiąc złotych. Warto o tym pamiętać. W Gryfinie pod naszą pieczą od kilku lat jest też platan przy byłym hotelu o tej samej nazwie. Przebadaliśmy go na kilku poziomach, nawet w koronie. Prześwietliliśmy go tomografem oraz przewierciliśmy rezystografem. Zaleciliśmy też montaż wiązań. Wszystko z powodu występujących na tym drzewie owocników grzybów, które prowadzą jego rozkład. Na szczęście nie ma jeszcze powodów, by je wycinać.

 

Przewierciliśmy rezystografem?!!! O matko!

- (śmiech) Strasznie brzmi, ale nie ma czego się bać. To wiertarka oporowa z cienkim wiertłem, która mierzy opór drewna. Te badanie wykazuje czy tkanka, która pozostała na obwodzie konaru lub pnia, czy jest wystarczająca do utrzymania ciężaru drzewa, jego stabilności.

 

DĄB SPOD GOGOLIC

Bardzo to wszystko interesujące. Z przyjemnością poznamy w kolejnych wydaniach więcej ciekawostek związanych z waszą pracą. Przejdźmy już jednak do bohatera dzisiejszego odcinka. Tytułem wstępu zaznaczmy, że kanwą tego cyklu jest opracowanie autorstwa twojego i dr inż. Jankowskiego, które ukazało się na łamach ubiegłorocznej edycji Rocznika Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego, pod tytułem „Analiza stanu zachowania najgrubszych dębów powiatu gryfińskiego”.

- Dokładnie. Sam rocznik publikowany jest, uwaga… od 1926 roku! To najstarsze polskie czasopismo dendrologiczne. Akurat opracowanie poświęcone dębom było stricte naszą inicjatywą. Jego temat wynika z faktu, że jesteśmy lokalnymi patriotami. Uważamy, że to też przyczynia się do rozwoju turystyki, promocji czy edukacji.

 

Na pewno.

- Znamienne, że dużo osób przejeżdża obok tych dębów zupełnie nieświadomie. Przywykliśmy do jakichś obrazów i nawet nie zastanawiamy się nad tym, co widzimy. Gdy mieszkańcy danej miejscowości widzą nas podczas badań jakiegoś drzewa, nagle je dostrzegają, zaczynają się rozmowy…

 

Drzewo staje się nagle „tym” drzewem.

- Tak. Dlatego mam nadzieję, że te publikacje się do tego przyczynią. W końcu mówimy o wyjątkowo cennych drzewach, które liczą sobie między dwieście a trzysta lat. To świadkowie historii tych okolic, ich bogactwo. Możemy obcować z drzewem, które tyle widziało, przeżyło kolejne wojny i zawieruchy, a dalej rośnie, jest zielone i owocuje.

 

Ok. Naszą podróż zaczynamy od którego dębu?

- Wszystkie wymienione w naszej pracy okazy są dębami szypułkowymi. Zestawienie przedstawia dziewięć dębów uszeregowanych wg obwodów od największego do najmniejszego.

 

Obwód idzie w parze z wiekiem drzewa?

- Niekoniecznie. To zależy od wielu czynników. My przyjęliśmy za kryterium obwód. Podchodząc do drzewa, którego obwód ma osiem metrów, czuć ten majestat, człowiek patrzy i… „Wow!”. W każdym razie w tym wydaniu zaczynamy od dębu najszczuplejszego. Rośnie 180 metrów od brukowanej drogi za Gogolicami na południu powiatu. Można relatywnie blisko niego podjechać i dojść piechotą. To okolice Piaseczna, poniżej Trzcińska Zdrój. Dokładne współrzędne GPS to: 52.911917, 14.626738.

 

Jak szczupły jest ten delikwent?

- Jego obwód wynosi 569 centymetrów, przy wysokości sięgającej około dwudziestu trzech metrów. Nie rzuca się od razu w oczy, bo rośnie w pewnym oddaleniu od drogi, przy alei, która jest obsadzona innymi dębami i bukami. To trochę takie drzewo śródpolne. Mimo, że jest w naszym zestawieniu na końcu, i tak jest pokaźne i warte uwagi. W części odziomkowej, czyli przy korzeniach, ma owocniki grzybów. W tym przypadku jest to lakownica spłaszczona.

 

Huba jakaś?

- Tak, jest to rodzaj huby.

 

Wygląda jak huba, czyli to huba (śmiech)

- To prawda, tak zwykło się mawiać. Natomiast różne gatunki grzybów powodują inne rodzaje zgnilizny i odznaczają się innym stopniem agresywności. Wracając do drzewa, to jest aktywne fizjologicznie. Żyje, jest zielone, wytwarza liście, owocuje. Generalnie dęby są mocnymi drzewami, o twardym, cenionym drewnie, odpornymi na grzyby. Nie bez powodu mówi się „chłop jak dąb”. Są długowieczne, podobnie zresztą jak lipy, o czym nie wszyscy wiedzą. Dzięki temu możemy takie okazy spotykać.

 

Spotyka się wiekowe dęby, którym z tego względu nadano nazwy lub imiona…

- Ten akurat nie ma, ale od 2005 r. jest oficjalnie pomnikiem przyrody i została nad nim ustanowiona ochrona. Na jego imponującym pniu jest stosowna tabliczka. Ciekawostką jest fakt, że korona oparta jest na dwóch konarach konstrukcyjnych. Główny pień dzieli się na dwa przewodniki, konary, które ją trzymają. Pomiędzy nimi możemy zaobserwować coś, co nazywa się uszami słonia.   

 

Czyli?

- To taki wytwór z tkanki drzewa świadczący, że pomiędzy głównymi konarami wytwarza się „zakorek”. Taki zarośnięty płat kory, który potrafi pękać, przez co korona potrafi się rozłazić. Drzewo próbując sobie z tym radzić, zarasta te miejsce nową tkanką, tworząc taką narośl. Taki cykl potrafi się wielokrotnie powtarzać. Na szczęście ten dąb rośnie z dala od jezdni czy ludzi generalnie, więc ryzyko ewentualnego wyłamania któregoś z konarów nie stwarza niebezpieczeństwa.

 

 

 

 

 

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie