Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama

Wyprawka dobrowolna

Poza obowiązkiem wysłania dziecka do szkoły, rodzina nie ma obowiązku płacenia za tę szkołę, mówi Grzegorz Jastrowicz, naczelnik Wydziału Edukacji i Spraw Społecznych UMiG. Czy to oznacza, że rodzic nie musi dokonywać wpłat na radę rodziców czy nawet kupować podręczników?

Reklama
Szkoła publiczna jest darmowa? Według konstytucji tak właśnie jest, jednak system oświaty idealny nie jest i szkoły nie zapewniają długopisów, kredek, zeszytów, w większości przypadków od 1 września podręczniki będą zapewniane przez państwo.
- Dla wielu rodzin to spore udogodnienie – mówi Grzegorz Jastrowicz. – Podręczniki nie są tanie, mając dwoje lub troje dzieci, kupienie książek to spory koszt i niemały problem dla biedniejszych rodzin – dodaje.
Mimo że nauka jest bezpłatna, to w szkołach rodzice muszą się borykać z różnymi płatnościami. Jak się okazuje, żaden z rodziców na ma obowiązku ich uiszczać.

Rada rodziców, ubezpieczenie
Ubezpieczyć dziecko warto, do tego zachęca Grzegorz Jastrowicz, ale przyznaje, że żaden z rodziców nie musi tego robić. To jedynie jego dobra wola. Najważniejsze, by wcześniej uzgadniać warunki z przedstawicielami szkoły, wychowawcą, dyrektorem, radą rodziców.
Warto też zapoznać się z warunkami ubezpieczyciela, by później nie okazało się, że ubezpieczamy dziecko od zdarzeń, które nie są możliwe, a które mają wpływ na cenę ubezpieczenia.
Rodzic nie ma też obowiązku wpłaty pieniędzy na konto rady rodziców. I nikt nie może go zmusić do uiszczenia takiej opłaty.
- Obie te opłaty są dobrowolne – informuje Grzegorz Jastrowicz. – Nie ma żadnego przymusu – zapewnia.
Jeśli rodzica na tego rodzaju wydatki nie stać, warto to zgłosić wychowawcy. Rodzic może też na własną rękę ubezpieczyć dziecko, poza szkolnymi warunkami, i nie musi się włączać w tego rodzaju zobowiązania w samej placówce oświatowej.

Wyprawka z papierem toaletowym
W ubiegłym roku szkolnym uczeń w SP nr 2 w Gryfinie w ramach wyprawki musiał mieć m.in. przybory plastyczne i… papier toaletowy. Pytamy szefa wydziału edukacji o to, czy taka wyprawka to standard.
- Absolutnie nie ma żadnego obowiązku, by dziecko do szkoły, w tym na świetlicę, musiało ze sobą brać papier toaletowy – odpowiada. – Zapewnienie środków higieny to obowiązek placówki – tłumaczy.
I zapewnia, że nie zdarzy się nigdy, by wobec jakiegokolwiek ucznia były wyciągane konsekwencje za brak papieru toaletowego. Przyznaje natomiast, że posiadanie ze sobą takiego „asortymentu” jest czasami praktykowane. W szkołach zdarzają się kradzieże papieru toaletowego i nie zawsze obsługa szkoły nadąża z jego uzupełnianiem. Gdy dziecko posiada swój papier, nie dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji w chwili korzystania z toalety.
- Nie ma jednak wątpliwości: nie ma żadnego obowiązku posiadania papieru przy sobie – dodaje zdecydowanie Grzegorz Jastrowicz.

Trzeba współpracować
Bloki rysunkowe, pisaki, kredki, farby, bibuła, linijki, cyrkle… asortyment potrzebny w szkole jest bardzo szeroki. Mimo iż nie ma konieczności jego kupowania, Grzegorz Jastrowicz zachęca jednak do tego, by ze szkołą współpracować, system oświaty nie jest idealny, nie ma też wystarczających środków, by to placówki oświatowe wszystko zapewniały uczniom.
- Zdajemy sobie sprawę, że możliwości finansowe rodziców są różne – wyjaśnia szef gryfińskiej edukacji. – Dlatego zawsze na początku roku szkolnego nauczyciele powinni przygotowywać listę niezbędnych pomocy edukacyjnych, ale zawsze odbywać się to powinno w uzgodnieniu z rodzicami – dodaje.
I podaje przykład: jeśli bardziej majętna część rodziców zdecyduje, by na zajęciach plastycznych lepić w glinie, to szkoła nie stanie na przeszkodzie, ale rodzice muszą się liczyć z dodatkowymi kosztami. Trzeba będzie zapłacić za glinę i piec do wypalania. Ale nie może się to stać tylko dlatego, że tak zdecyduje kilkoro rodziców, tutaj wymagana jest zgodność i porozumienie ze wszystkimi rodzicami w danej klasie.
- Najważniejsza jest współpraca, po to są organizowane zebrania w szkołach, by rozmawiać, wyjaśniać – mówi Grzegorz Jastrowicz.

Nic na ostatnią chwilę
Zdarza się, że rodzic w ostatniej chwili dowiaduje się o tym, że dziecko musi przynieść na zajęcia coś ekstra. A to złoconą,  marszczoną bibułę, a to farby pastelowe. O ile w przypadku rodzin mieszkających w mieście można się pokusić o popołudniowe zakupy, o tyle rodzice uczniów ze wsi mają już spory kłopot. Przyjechać z Chwarstnicy, Sobiemyśla czy Parsówka do Gryfina po to, by kupić jeden potrzebny produkt, to już prawdziwe wyzwanie.
I tutaj Grzegorz Jastrowicz uspokaja, w takich przypadkach szkoła również nie może wyciągać konsekwencji wobec ucznia, jeśli ten nie przyjdzie na lekcje z potrzebnym asortymentem.
- Tego rodzaju rzeczy powinny być zapowiadane dużo wcześniej, tak samo jak szkolne wycieczki, wyjazdy do muzeum, teatru itp. – tłumaczy.

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie