Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego

Wygrana na 40 urodziny trenera?

Po meczu z Osadnikiem, piłkarze Energetyka będą mogli zaśpiewać swojemu trenerowi gromki „sto lat”, bądź zanucić czołówkę z serialu „Czterdziestolatek”. Cztery dekady temu na świat przyszedł Marcin Łapiński, niejednokrotnie bohater naszych artykułów. Z okazji urodzin, przypominamy biografię jednego z najlepszych zawodników KSE w XX wieku

Reklama

W Widuchowej mówią z przekonaniem – Marcin Łapiński musiał zostać piłkarzem. Od samego początku świadomość tego mieli również jego rodzice.

- Oglądałem swoich synów od małego i wiedziałem, że mają predyspozycje, by zostać piłkarzami. Niektórzy rodzice zmuszają dzieci i każą im grać w piłkę. W przypadku Tomka i Marcina, a później Bartka i Marka było inaczej. Oni sami chcieli, bo piłka to było ich życie - mówi ojciec Andrzej Łapiński, prywatnie wielki fan futbolu. Czy w ten sposób nakierunkował synów? Pewnie tak, choć wcale nie musiał.

- To była nasza codzienność. Gdy chłopaki nie mieli treningu w Gryfinie, to zbierali się na miejscu. Zrobili sobie boisko pod naszym domem, schodzili się wszyscy chłopcy z okolicy i kopali przez cały dzień. Bez względu na pogodę i dzień tygodnia. Nigdy jednak nie przyszło mi na myśl, by im tego zabronić. Byłam zadowolona, że grają w piłkę – uznaje Łapińska, która siłą rzeczy sama zaczęła interesować się futbolem.

- Nie mogło być inaczej. Mąż grał przez dwadzieścia lat w piłkę, a dzieciaki zaczęli za nią biegać, odkąd tylko nauczyli się chodzić. Piłka była wszędzie. Nawet, gdy kupowałam im prezenty, to wybierali tylko futbolówkę. Mówiłam, że może wezmą jakiś samochód, ale oni wiedzieli lepiej – uśmiecha się mama.

 

Więcej w Gazecie Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie