Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama

„Mieliśmy pięć lokali. Zostały nam dwa bary”

- Panie premierze, deklaruje pan odkupowanie kwiatów od handlowców, którym zamknęliście cmentarze z dnia na dzień. Zapraszam do odkupywania jedzenia, napojów, alkoholu i innych towarów po zamknięciu gastronomii z dnia na dzień, w piątek, czyli w momencie największych dostaw. Sprzedaż na wynos to jak kupno zniczy przy zamkniętych cmentarzach – pod koniec października napisała w mediach społecznościowych Ewa Ławicka. To 29-letnia gryfinianka, która razem z mężem prowadzi w szczecinie kilka lokali. A raczej prowadziła, gdyż ich liczba w ostatnich miesiącach drastycznie się skurczyła

Reklama

Ile mieliście lokali w marcu 2020 roku?

Ewa Ławicka: Przed pierwszym lockdownem? Pięć.

 

Wszystkie z jednej branży?

- Tak i wszystkie w Szczecinie. Zaczęliśmy od pubu na ulicy Monte Cassino. Później otworzyliśmy dwa kolejne bary, kawiarnię i restaurację.

 

Które z nich funkcjonują do dzisiaj?

- Zostały nam dwa punkty. Wspomniany P’art. One Pub na Monte Cassino i Sok z Żuka na Pocztowej.

 

Byłem tam! Z witryny wystawa rodem z PRL, która nie wskazuje, że to pub.

- Ten znajduje się w piwnicy. Fajne, klimatyczne miejsce. Mamy sporo wiernych klientów.

 

Co z pozostałymi?

- Byliśmy zmuszeni je zamknąć, choć nie od razu. Był to proces, który rozciągnął się na cały rok i na dwa lockdowny.

 

Premier zapowiada, że nadchodzi trzeci…

- Branża znalazła się w tragicznej sytuacji, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Nie licząc wakacji, przez niemal cały rok lokale zostały zamknięte dla klientów, co dla wielu z nich okazało się gwoździem do trumny. Razem z mężem chcieliśmy początkowo przeczekać lockdown. Utrzymać wszystkie miejsca, by być gotowymi na moment, gdy rząd zniesie obostrzenia. Liczyliśmy, że wtedy szybko się odkujemy.

 

Kiedy przyszła świadomość, że to nie będzie takie proste?

- Najpierw pojawił się optymizm. Przyszło lato, wakacje. Życie wróciło do normy, a restauracje, kawiarnie i puby zostały ponownie otwarte dla klientów. Potem jednak nadeszła jesień, a premier ogłosił drugi lockdown, który trwa do dzisiaj.

 

Jesienią zamknęliście pierwszy lokal?

- Tak. Najpierw zrezygnowaliśmy z Lufy Shot Bar na Rayskiego. To malutki lokal na Deptaku Bogusława, w którym po ograniczeniach mogły przebywać jednocześnie… dwie osoby. Nie opłacało się trzymać tego miejsca. W tym czasie upadła też nasza Restauracja Nowa Rzeźnia, którą otworzyliśmy w pechowym momencie, kilka dni przed pierwszym "zamrożeniem".

 

Otworzyliście ją w marcu?!

- Tak, kilka dni przed lockdownem, gdy jeszcze nikt nie wiedział, że życie w Polsce zostanie zamrożone. W marcu wynajęliśmy nowy lokal, 400 m2 z czynszem 25 tys. brutto miesięcznie plus 18 tys. zł. za media. Wzięliśmy kredyt i zapłaciliśmy z góry za trzy miesiące. Akurat te, gdy restauracje były zamknięte.

 

Cały wywiad znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie