Z przyjemnością wracamy do wywiadu z jednym z czołowych przedstawicieli lokalnej sceny hip-hopowej. Dobrze znany gryfińskim fanom gatunku BUDKENS podzielił się z nami szczegółami dotyczącymi swojej pasji i nie tylko.
Wywiad ukazał się na łamach Gazety Gryfińskiej 25 wrzesnia b.r. w ramach cyklu "Muzyczne Twarze Gryfina". Zapis rozmowy, którą z Budkensem przeprowadził Kuba Stankiewicz, redagowała Basia Gmiter.
TYTUŁ: LUBIĘ W MUZYCE PRZEKAZ
Dariusz Budziński, czyli Budkens, gryfiński raper. Można było go posłuchać podczas koncertu pn. Ostatni Zielony Liść, który odbył się w Gryfinie 1 września. Po latach przerwy znowu stanął na scenie. Nagrywa też płytę, będzie to jego solowy debiut. Powinna być gotowa jeszcze w tym roku. Rozmawialiśmy m.in. o rapie, o Gryfinie, o życiu.
Początki
Pierwszy koncert zagrałem na pierwszym „ostatnim zielonym liściu”, to był chyba rok 2003. Trochę mnie ludzie znają. W Gryfinie było nas może 8 czy 10 ludzi, którzy słuchali tej muzyki, hip-hopu. Przychodziłem do sklepu muzycznego obok liceum w parku po muzykę. W 1999 ZIP Skład, macierzysty projekt m.in. Sokoła, wydał płytę „Chleb Powszedni” to może 4 egzemplarze przyszły na sklep i były wyścigi, który z nas będzie pierwszy. Później, jak się już osłuchał, to się prosiło o pożyczenie. W 1996 wpadła mi w ręce Ryśka (Peja – dop. red.) kaseta jakiś singiel bodajże „Mordercy”, ostra gangsterka, już wiedziałem, że prędzej czy później będę to robił. Już w ’98 coś tam nagrywaliśmy na kasetę, na jamniku. W 2001 był projekt, zresztą tych projektów było trochę, zawsze z ludźmi, a wiadomo, że ludzie mają różne charaktery, dochodziło do jakichś sprzeczek i to się rozpadało.
Kiedyś było inaczej
Wtedy było lepiej. Ja chcę robić taką muzykę, jaka była wtedy, kiedy ją poznałem. Nie podoba mi się podejście dzisiejszej młodzieży do rapu. Kiedyś jak był koncert, spotkanie czy nagrywka w domu, to ludzie mieli błysk w oku, a teraz to mam wrażenie, że chcą się pokazać, żeby lajki były. Kiedyś były pod względem lepsze czasy, mimo że były gorsze warunki, żeby coś nagrać. Mocny sentyment jest do tego, na czym się wychowaliśmy, na czym łapaliśmy swoją kulturę muzyczną. Wiadomo, że dzisiejszym młodym trudniej jest sięgnąć po coś, co jest „stare” albo robione przez starych „wykonawców”, jak oni mają swoich, tych, którzy dużo później zaczęli.
Czasy przed Youtubem
Jak już miało się płytę, na którą się czekało, słuchało się jej miesiącami, znało się ją od podszewki. Sprawdzałem, jacy goście udzielili się, potem sprawdzałem projekty tych gości, na tych projektach byli kolejni i tak dokopywałem się, żeby wiedzieć. A teraz młodzi odpalają sobie Youtube’a albo inny program i wszystko jest podane: kto zaczął, kto robił itd. itp. Kiedyś - akurat w kulturze rapowej - to było tak: niedziela, godzina 10.30 zaczynał się YO! MTV Raps - i tak siedzieliśmy jak zahipnotyzowani przed telewizorem. Takie porównanie mi się nasunęło z piłką nożną. Lata temu, jak były w tym mniejsze pieniądze, to jakoś szli, a teraz, mimo że w grę wchodzą potężne pieniądze, to wiadomo, jak grają.
Mój rap
Ja lubię w muzyce przekaz, to co było kiedyś. Niekoniecznie, że ulica, stoimy w klatce itd. No ja już mam 35 lat i nie stoję w klatce. Przekaz szanuję w rapie, ale też w każdej inne muzyce. Widzę, że gościu ma pomysł na siebie, jeśli widzę, że chce coś przekazać od siebie. Do mnie często mówili: a Ty to tak w starym klimacie, ale teraz słyszę, że jest progres i kiedy będzie płyta? Chociaż powiedziano mi też, że dziwnie dzielę wersy, inaczej niż wszyscy. Ale ja mówię, że to chyba esencja muzyki, jednemu się podoba, większości może nie, ale dla mnie ważne jest, żeby zrobić coś innowacyjnego, chociaż dzisiaj to naprawdę trudne.
Polski rap
Ze starszych… Waldemar Kasta, to był kozak, jak on składał, taki myśliciel. Włodi, w ogóle cała Molesta OK, ale Włodi ma taką charyzmę, swój styl, który do mnie przemawia. Z nowych składów to BoKoTy, fajny, prosty rap z przekazem o realiach życia, a nie o melanżach. Ostatnio szanuję sobie to co robi Pięć Dwa Dębiec. Goście robią to z serducha, mają zacięcie. Przed Sokołem zagrałam na kilku koncertach, z czego dwa w Gryfinie. Dla mnie gościu to narrator, jeden z lepiej składających, chociaż są lepsi, choćby Włodi. Sokół potrafi każdą historię opisać w takich detalach, i tak to wypluć z siebie, że szacun.
Płyta
Dopiero teraz jest pierwszy raz, że sam od początku robię wszystko. Chociaż lubię pracować z ludźmi, zawsze mając coś ciekawego do powiedzenia. Wcześniej jako HC12 nagraliśmy EP-kę. Miałem potem trochę dłuższą przerwę, a teraz wracam. Jako Budkens to będzie solóweczka pierwsza. Zawiera moje odczucia, moje spojrzenie na różne rzeczy. Starałem się, żeby była zróżnicowana, jest gościnnie DJ ACE, który zresztą nieźle sobie radzi, jest Tyson, z którym kiedyś sporo nagrywałem. Są ciężkie numery, życiowe, dobitne, ale są też lekkie i prześmiewcze. Jak czuję, że mam coś do napisania, to muszę to zrobić natychmiast, żeby gdzieś mi nie uciekło. Jak dostaję paczkę bitów, to siadam słucham. Po jakimś czasie coś tam pasuje, jest bit, czuję to, zaznaczam go i kminię… o czym zrobić numer. Lubię klasycznie zapisywać na kartce.
Całe kawałki
Jak nagrywam, to od oczątku do końca numer, tak samo na koncertach, gram od początku do końca. Nie lubię, kiedy jakiś uznany raper na scenie ma zapodać utwór, który ma dwie zwrotki, dwa refreny plus jakieś scratche, to trwa razem 3 minuty, a on wychodzi i wjeżdża na chwilę w bit, zapodany przez DJa, trwa to 40 sekund. Nie podoba mi się to, dlatego, że jeśli mam płytę tego artysty w domu i ciągle jej słucham, to jak jest koncert, to chciałbym kawałki usłyszeć na żywo w całości. Nie musi być sztywno, od dechy do dechy, ale też nie 3 kawałki pocięte na jednym bicie.
Najbliższy koncert
Na razie nie wiem, kiedy. Teraz na koncercie Ostatni zielony, liść to tak spontanicznie dzięki Sauterowi wystąpiłem. Chociaż na te koncerty przychodzi raczej publika na ich muzykę, nie na rap. Ale on stara się, robi, co może. Jak już moja płyta będzie leżeć na stole, to chciałbym zrobić promocyjny koncert.
Rapu można się nauczyć?
Myślę, że tak. Wytłumaczę to na przykładzie piłkarskim, znowu. Jest Messi i jest Ronaldo. Messi to talent, a Ronaldo jest wyuczony. To chyba wszystko w tym temacie. Wobec siebie słyszałem setki razy: daj sobie spokój, przestań itp. Każdy ma prawo do swojego zdania. A ja wiem, co mam w serduchu, co chcę robić, jaki mam plan na życie. Nie wyobrażam sobie życia bez robienia muzyki. Niektórzy z tych, na których się wychowałem nadal nagrywają, ja też sądzę, że jak będę miał cztery dychy, to dalej będę coś tam rzeźbił.
Gryfino jest dobrym miejscem do życia?
Piękne miasto, kocham to miasto. Lubię wyjeżdżać, ale jeszcze bardziej lubię tu wracać. Jestem przywiązany, jestem 100-procentowym lokalnym patriotą. W Gryfinie jest trochę specyficzny klimat, ja to tak odbieram, chodzi o to, że ci, którzy np. mają znane nazwisko, to mają łatwiej. Brakuje też wsparcia od miasta tym, którzy go potrzebują, ale to po prostu system tak działa. Jak nie wyjeżdżałem stąd, to myślałem, że u nas jest bardzo dobrze, ale jak wyjechałem i najpierw do Kopenhagi, potem byłem w kilku niemieckich miastach, to muszę powiedzieć, że rząd niemiecki lepiej mnie potraktował niż polski, jeśli chodzi o socjal, o pomoc w pewnych sprawach. Podsumowując, w Gryfinie jest naprawdę git, jak się ma trochę znajomości.
Ulubione miejscówki w mieście
Szkoła dwójka - bandą rapową tam przesiadywaliśmy, a Pantery (Gryf-Panthers – przyp. red.) grały w kosza. Górkę sobie szanuję. Lubię z córką spacerować, nawet między blokami, bo ma taki specyficzny klimat.
Energetyk
Szkoda mi podupadającego stadionu i tego, co się dzieje z piłką nożną w Gryfinie, z Energetykiem. Ja mam swoje wspomnienia – przez 9 lat 3 razy w tygodniu trening, w weekend mecz. Taki klub, z taką tradycją…
Miasto powinno wspierać młodych muzyków?
Opowiem pewną historię. Kiedyś na majówkę graliśmy, na placu Barnima, gwiazdą był bodajże Jeden osiem L. Sam chyba wtedy wysłałem zapytanie, czy możemy zagrać. Na scenę wyszliśmy o jakiejś 17.40, obok w kościele msza, a my tu zdrowy hardcor jechaliśmy. Jak zeszliśmy ze sceny, to podziękowali nam: fajnie chłopaki, że zagraliście. Ktoś podszedł, dał nam zgrzewkę bosmana. Potem czytam w gazecie, że budżet na Dni Gryfina ogromy, jedni dostali tyle, inni tyle. Wtedy jako małolaci może jak byśmy dostali jakąś kasę, to część na pewno byśmy wydali nie wiadomo na co, ale też na pewno kupilibyśmy choćby nowy mikrofon czy komputer. Nigdy nie było tak, że z miasta nam coś spłynęło. Osobiście nie odczułem żadnego wsparcia.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze