Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego

LIST DO REDAKCJI: A może rekonstrukcja pierwszego oddechu rotmistrza?

Dostaliśmy kolejny list od naszego czytelnika. Poniżej prezentujemy go w pełnym brzmieniu

Reklama

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że żyjemy w wolnym kraju i niech każdy robi to, na co ma ochotę. Mój komentarz nie jest atakiem, a jedynie smutną dygresją na temat jakości imprez kulturalnych, które od jakiegoś czasu obserwujemy na terenie miasta i gminy Gryfino.

Trudno nie odnieść się przy tym do kwestii tegorocznych Dni Gryfina. Lokalne władze zrezygnowały z tradycyjnego formatu imprezy, informując opinię publiczną, że to w trosce o komfort psychiczny

uchodźców wojennych z Ukrainy, których w sporej liczbie gościmy na terenie naszego regionu. Władze innych samorządów nie mają raczej tak wrażliwego i spojrzenia na tę sprawę i nie uważają, by muzyka, radość i zabawa mogły podziałać depresyjnie na naszych gości. Wprost przeciwnie. Byłem w ostatnim czasie na kilku wydarzeniach o większej, lub mniejszej jakości artystycznej.

W czerwcu w Przecławiu odbył się Festiwal Muzyczny. Na scenie pojawiły się takie zespoły i wykonawcy jak Happysad, Łona i Webber, Krzysztof Zalewski oraz Kult. Przekrojowo, dla każdego coś dobrego, ale pozostając przy temacie, nie czytałem, by w tamtym czasie odnotowano w okolicy Szczecina jakiekolwiek dziwne reakcje. Ze strony Ukraińców nie wybuchła panika ani strach. Mieszkańcy Ukrainy z tamtej gminy zostali zaproszeni na wydarzenie, artyści słali im ze sceny wyrazy wsparcia, agitowali, by polscy mieszkańcy zabierali gości ze wschodu na koncerty, do kin, albo do teatrów. Tak, żeby w ich życie wkroczyła normalność.

W tym kontekście uderza mnie hipokryzja, bo chyba nie naiwność, władz miasta. Nie zorganizowano Dni Gryfina dla komfortu gości z Ukrainy, ale kilkanaście dni później nie przeszkadzało to władzom miasta zorganizować rekonstrukcji egzekucji śmierci, Witolda Pileckiego. Znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że muzyka Sławomira mogłaby wyrządzić więcej krzywd, ale ja pozostaję przy swoim, że wystrzał z pistoletu, który rozległ się w centrum miasta, w znacznie większym stopniu przypomniał Ukraińcom o wojnie, niż muzyka grana do piwa i kiełbaski na gryfińskim nabrzeżu.

Jakoś z powodu wojny nie odwołano Włóczykija. Wręcz przeciwnie, Przemysław Lewandowski zorganizował festiwal, kładąc akcenty na to co dzieje się w kraju naszego sąsiada, a burmistrzowie przychodzili do Gryfińskiego Domu Kultury w towarzystwie gości z Ukrainy. Chyba jednak hipokryzja, a jeśli naiwność to z powodu tego, że ciemny lud kupi taką narrację.

Chciałbym podzielić się też dygresją na temat samego wydarzenia związanego z Witoldem Pileckim. W mojej opinii jest ono idealnym zobrazowaniem upadku sfery kulturalnej naszego miasta. Nie wiem czy to wina władz miasta, czy pracowników Gryfińskiego Domu Kultury, ale poza Włóczykijem, organizowanym przez Przemka Lewandowskiego nie widzę w przestrzeni miejskiej zbyt wielu inicjatyw, które w ciągu roku prowadzi nasz dom kultury. Kojarzę jeszcze coroczny koncert Ego Vu, czasami przeczytam w waszej gazecie relacje z konkursów i wystaw plastycznych.

Dla porównania, warto spojrzeć na Centrum Kultury w Chojnie. Żyję między obiema miejscowościami więc widzę różnice w funkcjonowaniu obu instytucji. Niepokoi mnie fakt, że gdy w naszym mieście się coś dzieje, ma to związek przede wszystkim z historią, patriotyzmem, czy Bogiem. Ile razy gościła u nas patriotyczna Śpiewająca Rodzina Kaczmarków? Ile miejsc pamięci, zamiast do wybitnych gryfinian, odnosi się do postaci z kanonu: „Bóg, Honor, Ojczyzna”?

Tak jak pisałem, niech każdy robi co mu się podoba, czci te osoby, które odpowiadają mu światopoglądowo, ale gdy miasto kulturalnie umiera, a władze miasta firmują jedynie patriotyczne potworki, to uznaję, że warto zabrać w tym kontekście głos. Przecież na waszych łamach organizatorzy obchodów pod muralem Pileckiego już zapowiedzieli, że błogosławieństwem władz gminy stanie się to cykliczna impreza.

Pan organizator z biblioteki powiedział nawet, że razem z wiceburmistrzem zastanawiają się jak jeszcze upamiętnić Pileckiego w przestrzeni miejskiej. Mam kilka propozycji. W rocznicę urodzin rotmistrza można dokonać rekonstrukcji pierwszego tchnienia Pileckiego, a rok później rekonstrukcję zdmuchiwania przez niego świeczek z torta…

Przepraszam za ironię, ale rotmistrz Pilecki jest postacią wybitną i warto zachować umiar, by pamięć o nim nie stała się memem, tak jak w przypadku papieża i barki, którą pozostawił przy brzegu.

Do władz gminy apeluję o umiar, a do GDK-u o większą kreatywność.

 

Czytelnik

 

 

 

 

 

Reklama

Komentarze (1)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji
  1. rafał

    rafał

    (49 komentarzy) 0 1

    Jeśli chodzi o organizacje właśnie w takim charakterze dni gryfina, to w mojej ocenie sprytny argument, by zaoszczędzić trochę kasy. Czy to dobrze czy nie to juz inna sprawa.

    Odpowiedz Zgłoś

Logowanie