Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama
Reklama

Kolejny ważny głos w sprawie Odry

W ramach naszego cyklu oddajemy głos wyjątkowemu pasjonatowi rzek. Jego zdaniem z następstwami niedawnej katastrofy Odra świetnie poradzi sobie sama. Musimy tylko przestać z uporem jej w tym przeszkadzać. Wrocławianin Dominik Dobrowolski (rocznik 1967) od ponad dekady realizuje kolejne akcje dedykowane ratowaniu rzek i edukacji ekologicznej.

Reklama

Gryfino było jednym z przystanków jego kajakowej podróży, promującej akcję Czysta Odra – Odrodzenie. Dochód z niej przeznaczony zostanie na zarybienie naszej rzeki. To jej adres: www.siepomaga.pl/odrodzenie. Zbiórka trwa!

Cały wywiad dostępny jest w aktualnym wydaniu naszego tygodnika. Poniżej jego fragment.

--------------------------------------------------------------------------------------------

 

BARDZO DOBRY OBJAW

Opowiedz coś o samej podróży Odrą. Co z rzeką?

- Przepłynąłem pięćset kilometrów. Codziennie spędzałem na wodzie minimum dwanaście godzin. Podpływałem pod jazy, wychodziłem na brzeg, przepływałem przez śluzy, wpływałem na starorzecza i szuwary. W tym czasie, co nigdy mi się nie zdarzyło, nie znalazłem ani jednaj zabitej ryby! Na różnych odcinkach widać też aktywność ptaków drapieżnych, które są wskaźnikiem intensywności występowania ryb w wodzie.

 

Czyli rzeka żyje.

- Na Odrze granicznej od Krosna Odrzańskiego praktycznie do Szczecina ptaków jest mnóstwo, chociażby kormoranów, które jak wiemy potrzebują olbrzymie ilości ryb do życia! Wygląda to fenomenalnie. Życie tętni niesamowicie, mnóstwo żerujących czapli, bielików, żurawi, gęsi, łabędzi, kaczek, łysek etc... To czas przelotów wielu gatunków, więc jest dużo życia!

 

Odra, którą przemierzałeś w 2011 roku, gdy startowałeś z Recycling Rejs, była inną rzeką niż teraz?

- Słuchaj... Ja na Odrze jestem co roku. Od czterech lat organizuję międzynarodowe spływy Wrocław-Berlin. Co roku robię też akcje sprzątania Odry i w zasadzie wszystkich jej dopływów. Co rzuca mi się w oczy, to liczba różnych marin i przystani, które w tym czasie powstały wzdłuż brzegów. To jest bardzo dobry objaw.

 

Społeczeństwo się bogaci (śmiech).

- Nie, nie w tym sensie. W naszych miastach położonych wzdłuż brzegów Odry dojrzewa filozofia, by w końcu zwracać się ku rzece, a nie jak określał to kiedyś wspaniały Prezydent Czech Vaclaw Havel, gdy mawiał o kucaniu nad rzeką.

 

To, jak „uporano się" z przebudową nabrzeża w Gryfinie i w ogóle jak wygląda miasto wzdłuż brzegów Odry, jest w tym kontekście mocno dyskusyjne. Ale to nasze podwórko, nie wchodźmy w to.

- W każdym razie w ujęciu całej rzeki ten pozytywny trend jest zauważalny. Znamienne, że w takich nowych obiektach związanych z rzeką ludzie nie śmiecą, całość jest zadbana, jest gdzie oddać ścieki. To powoduje cywilizowanie się tych miejsc. Innym dobrym objawem zmian na rzece jest kilka miejsc, w których o dziwo udało się rozszerzyć koryto rzeki. Zrobiono to poprzez odsunięcie od koryta wałów przeciwpowodziowych. Podczas „wyżówek" woda ma teraz gdzie się rozlewać. To przywraca naturalną bioróżnorodność.

 

GŁUCHONIEMI

Negatywnych spraw nie ma?

- Niestety są. W latach 90. pobudowano sporo nowych oczyszczalni ścieków. Był to duży progres w procesie ochrony wody. Niestety z biegiem lat w mojej ocenie zaistniało coś, co nazywam śmiercią technologiczną. Oczyszczalnie muszą przerabiać coraz więcej ścieków. W tym takich, w których jest więcej chemii, szczególnie tej domowej. Powstało też więcej zakładów i fabryk. To doprowadziło do sytuacji, w której oczyszczalnie nie wyrabiają. Prowadzi to do ponadnormatywnych zrzutów ścieków komunalnych, co w ostatnich latach stało się wręcz plagą. Taka sytuacja ma miejsce we wszystkich rzekach w Polsce.

 

Dziwne, biorąc pod uwagę, że mamy instytucje, które stoją na straży ochrony środowiska.

- To kolejny temat. Wszystkie „wiosie" (Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska – red.) czy Wody Polskie, wszystkie te urzędy przez lata były głuche i nieme na alarmujące doniesienia znad naszych rzek. Dam przykład. Na Dolnym Śląsku jest taka rzeka Bóbr. Dopiero po kilku miesiącach społecznych interwencji i telewizyjnych nagrań udało się powstrzymać zrzuty toksycznych ścieków z pewnej garbarni. „Wiosie" przez cały czas mówiły, że jest wszystko ok, a tak nie było.

 

Dlaczego?

- Może ktoś dostawał w łapę, a może komuś nie chciało się sprawdzać, może za mało personelu, za mało środków? To samo dotyczy zakładów chemicznych w Brzegu Dolnym. Regularne spuszczanie przez oczyszczalnie odpadów fenolowych. Zanieczyszczenia benzopirenu z zakładów chemicznych w okolicach Kędzierzyna-Koźla. Zrzuty słonej wody kopalnianej z Zagłębia Rybnickiego przez Kanał Gliwicki oraz z Żelaznego Mostu z KGHM, bez jakichkolwiek uwarunkowań poziomów przepływów wody. Do zrzutów dochodziło nawet w sytuacji, gdy było bardzo mało wody w korycie rzeki.

 

Ręce opadają.

- Mamy do czynienia z mnóstwem podobnych zaniedbań, źle działającymi oczyszczalniami i bezwolnymi służbami. Rzeczą wręcz tragiczną, ocierająca się o rzeczywistość z filmu „Miś", jest finansowany z naszych podatków i pożyczki z Banku Światowego pomysł regulacji Odry od mniej więcej Krosna Odrzańskiego, po Odrę graniczną. Oficjalną argumentacją dla wydania miliarda złotych jest umożliwienie kilku lodołamaczom pływania sobie w górę rzeki. Żeby to zrobić wymienia się tam konieczność odbudowy i powstania nowych ostróg oraz podniesienie mostów do wysokości zgodniej z międzynarodowymi regulacjami żeglugi śródlądowej. W zapisach nie ma mowy o promocji transportu rzecznego. Nikt nie wie, co w ogóle miałoby tamtędy pływać. To nie ma uzasadnienia ekonomicznego i zwyczajnie nie trzyma się kupy.

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie