Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama
Reklama

Historia zapisana w pocztówkach. Miał ich blisko dwa tysiące!

W piątek w siedzibie Centrum Informacji Turystycznej w Gryfinie otwarta została wystawa zatytułowana „Dawne stemple pocztowe jako element historii Gryfina, Trzcińska-Zdroju i Widuchowej”. Oglądać ją będzie można do 10 stycznia. O ekspozycji i nie tylko rozmawiamy z jej inicjatorem i współtwórcą – Tadeuszem Kołuckim

Reklama

W siedzibie CIT zobaczyć można pana prywatne zbiory.

- Tylko ich część, bo przez te wszystkie lata udało się zebrać naprawdę dużo ciekawych rzeczy. Przede wszystkim interesowały mnie niemieckie widokówki z tych ziem. W pewnym momencie miałem ich około dwóch tysięcy. Nie tylko z Trzcińska-Zdroju, ale całego regionu: Gryfina, Mieszkowic, Morynia, Chojny i Dębna. A wszystko przez Andrzeja Makaruka, szczecińskiego antykwariusza, z którym się zaprzyjaźniłem.

Pewnego razu wyciągnął pudło i powiedział: „Mam tu widokówki z twoich stron”. Szczęka mi opadła. To było kilkanaście lat temu, w czasach, gdy fotografii, czy pocztówek niemieckich nie można było, tak jak teraz, obejrzeć w internecie. A on miał tego multum. Przeglądałem i widziałem znane mi budynki z Trzcińska-Zdroju, tyle że w innym wydaniu. Spytałem go: „Zbierasz, czy chcesz to sprzedać?”. Uśmiechnął się i odpowiedział, że jest przecież antykwariuszem i chce zarobić.

 

W interesach również okazał się pana przyjacielem?

- I tak i nie (śmiech). Uznałem, że kupuję całość, ale nie od razu, bo nie mam aż tyle pieniędzy. Zaproponowałem, że będę skupował jego zbiór partiami. Na szczęście się zgodził, choć mówił, że jeśli dostanie lepszą ofertę, to nie będzie patrzył na sentymenty. Kupowałem więc od niego kolejne pocztówki, aż do momentu, gdy dowiedziałem się, że za grosze nabyć je można w Niemczech. Czasami na spotkania klubu filatelistycznego przyjeżdżali do Gryfina koledzy ze Schwedt i Gartz. Powiedzieli nam, że w berlińskich antykwariatach i na targach jest tego multum. Zaczęliśmy jeździć z nimi i przeczesywać kolejne miejsca.

Początkowo myślałem, że zbiorę sobie to co mnie interesuje i skończę. Przecież liczba takich pocztówek z Trzcińska-Zdroju jest ograniczona. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dlatego zbierałem z innych miasteczek regionu, aż nie miałem ich gdzie trzymać. Zbierałem nie tylko pocztówki, ale też książki o regionie, wycinki prasowe z tekstami historycznymi, monety, militaria. Zamiłowanie do nich miałem od najmłodszych lat.

 

Czyli zainteresowanie historią regionu było u pana już „chorobą wieku dziecięcego”.

- Można tak powiedzieć. Urodziłem się w Dębnie, ale wychowałem w Trzcińsku-Zdroju. Chodziłem jego ulicami. Na ścianach znajdowały się jeszcze namalowane po niemiecku szyldy. Polacy próbowali je zamalowywać, ale one wychodziły. Farba niemiecka była silniejsza. Interesowało mnie, kto wcześniej mieszkał w którym budynku. Zacząłem wypytywać i słyszałem: „A tam, jacyś Niemcy”, „Jakiś niemiecki piekarz, po co ci to wiedzieć”. Zrozumienie znalazłem dopiero w szkole podstawowej, gdzie miałem wspaniałych nauczycieli. Był pan Sokólski, pani Januszowa i historyk, pan Przetacznik. Choć jeszcze wcześniej potrzebę zdobywania wiedzy rozbudziła we mnie mama.

 

Więcej w Gazecie Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie