Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego

Gryfińskie Safari - męski sklep

Polecamy wywiad, który ukazała się na łamach Gazety Gryfińskiej 1 grudnia. W obliczu przedświątecznej gorączki zakupów jest to lektura skrojona wręcz dla pań, stojących przed dylematem, co będzie idealnym prezentem dla ich wybranków.

Reklama

Nasz rozmówca potrafi naprawić chyba wszystko, z czego się strzela. Nic dziwnego zważywszy zawód, jakim parał się w kraju i za granicą. Z orłem RP dumnie przypiętym do munduru. Po zakończeniu służby płynnie wszedł w branżę, która była idealną odpowiedzią na wiedzę, jaką w trakcie służby posiadł i rozwinął. Choć swój Sklep Safari prowadzi na szczecińskim Turzynie, od urodzenia jest pełną gębą gryfinianinem. Wyjątkowo serdeczna i charakterna postać w końcu zgodziła się na rozmowę na naszych łamach. Przed wami Andrzej Andrzejewski.

 

Taki sklep, jak twój miałby rację bytu w Gryfinie?

Andrzejewski – Nie. Za małe miasto, by zagwarantować wystarczający popyt na takie rzeczy.

 

MĘSKI SKLEP

Położenie i okolice mamy wręcz wymarzone do coraz modniejszego zapuszczania się w dzikie tereny.

- Owszem, ale z drugiej strony do Szczecina nie jest daleko, by w razie potrzeby podjechać i zaopatrzyć się w niezbędny sprzęt. Kwestia skali rynku. Poza tym, nie zajmuję się jedynie bushcraftem i survivalem. Moja oferta wiąże się też na przykład z modelarstwem czy łucznictwem.

Jak rozróżnić survival od bushcratu?

- Odnośnie samych definicji, to survival polega na korzystaniu z dobrodziejstw wszelakiego sprzętu, na przykład nowoczesne rozpałki czy kochery.

A bushcraf?

- Bushcraft to survival w wersji hard. W mocno pierwotnym wydaniu, gdzie na pierwszy plan wychodzi realna wiedza. Mamy nóż, krzesiwo i ogarniamy całą resztę. Taki „Cast away” (film z Tomem Hanksem, gdy musi przetrwać na bezludnej wyspie – red.). Co z tego, że będziesz wiedział, że trzeba zbudować szałas, jeśli nie będziesz wiedzieć z czego? Co z tego, że wiesz, że musisz napić się wody, skoro nie będziesz wiedzieć, jak ją przefiltrować i kiedy będzie zdatna do picia?

Co ciekawe, u ciebie można nabyć nawet tabletki do uzdatniania wody.

- Tak, chociaż jak mam być szczery to jest już taka ostateczność. One po części działają jak takie placebo. Najlepiej każdą wodę przegotować. Dobry survivalowiec rozpali ogień wszędzie, tylko nie pod wodą (śmiech). No, ale jeśli się nie da, to takie tabletki w 90% uzdatniają wodę, którą pozyskujemy w terenie, z płynących cieków i innych źródeł. Nie będzie nam po jej wypiciu groziło ostre zaburzenie żołądka.

To jak określić twój asortymet? Militaria?

- Ogólnie rzecz biorąc to taki męski sklep hobbystyczny.

Męski sklep… (śmiech).

- Śmieję się, że kobiety rzadko przychodzą. Jeśli już, to z racji tego, że po coś konkretnego przysłał je mężczyzna, albo po prezent dla niego. Jak wchodzą dwie kobiety, to jest to albo Inspekcja Pracy, albo Urząd Skarbowy (śmiech).

  1. Ale jak już trafi się kobieta, która przyszła po coś dla siebie, to co najczęściej kupuje?

- Rzeczy do samoobrony. Gazy pieprzowe, paralizatory, pałki teleskopowe.

Twój asortyment nie jest wyszczególniony na stronie internetowej?

- Jeszcze nie. Stronę jako taką odziedziczyłem po poprzedniej właścicielce, mojej byłej szefowej. Jednak pandemia, COVID-19 itd. sprawiły, że trzeba było skupić się na prowadzeniu firmy, a nie rozwijaniu strony. To duży temat, a ja całą firmę prowadzę sam. 

Jednak aktywnie działasz w mediach społecznościowych. Na wypadek, gdyby ktoś był zainteresowany kupnem, bądź konsultacją dotyczącą zakupu jakiegoś produktu, to tą drogą chyba najlepiej się z tobą kontaktować?

- Messenger, Facebook, telefon, cokolwiek. Dużo osób z tego korzysta, głównie z racji porad, na których im zależy. Na przykład: jaką wiatrówkę wybrać, dobór chemii modelarskiej, pędzli, farb, pierwszego aerografu… Czyli ludzi, którzy zaczynają wchodzić w daną tematykę i chcą rozwijać swoje hobby.  

Niepodważalnym atutem twojego sklepu jesteś sam we własnej osobie. Twoje zainteresowania i doświadczenie w branży szły w parze ze ścieżką zawodową, że się tak wyrażę.

- W części profilu działalności, jaką prowadzę z pewnością. Czyli tej militarnej, powiedzmy.

 

ARMIA

To, że byłeś zawodowym żołnierzem nie jest chyba tajemnicą?

- Byłem nim przez ładnych kilkanaście lat. W ramach polskiego kontyngentu wojskowego uczestniczyłem w kilku misjach zagranicznych. Szczegóły z pewnych względów sobie podarujmy. Powiedzmy, że chodziło o Bliski i Środkowy Wschód.  

W warunkach bojowych?

- Dwie misje, w których brałem udział były typowo bojowe, wojenne. Dwie kolejne o charakterze stabilizacyjnym. Na niektórych byłem jako medyk, a na niektórych jako dowódca drużyny.

Celowo zmierzałem do tego wątku. Z tego względu, że jak zamówiłem u ciebie apteczkę na leśne wypady, w ciemno wiedziałem, że dostanę coś, co będzie miało ręce i nogi, a nie jakiś produkt kolekcjonerski.

- Jako sprzedawca mam z tym w pewnym sensie problem.

Dlaczego?

- Czasem klienci pytają o konkretne rzeczy, plecak, cokolwiek. Bo gdzieś tam zobaczyli, że jest jakaś promocja. A ja wiem, że to jest dziadostwo. Choćby nie wiem, jak on by się nie sprzedawał, to ja go u siebie nie chcę. Nie chcę potem takich klientów widzieć u siebie z reklamacjami. Tak naprawdę straci na tym mój wizerunek. Bo sprzedałem coś lipnego. Przykładem niech będzie sytuacja z pistoletami na kule gumowe.

OK.

- One są dobre do samoobrony, pod warunkiem, że strzelamy kulami z pyłem pieprzowym. Jeśli są to tylko gumowe kule, strzał z pięciu metrów w korpus, gdy z racji aury mamy na sobie kurtki, nie robi żadnego wrażenia. Na nikim.

Można powiedzieć, że twoje doświadczenie zawodowe jest rękojmią jakości twoich usług?

- No tak.

Czasy mamy dość intensywne jeśli chodzi o wrażenia. Napięcia polityczne, obostrzenia, protesty i demonstracje. Zauważyłeś na swoim przykładzie wzrost zainteresowania asortymentem, który odnosi się do samoobrony?

- Ogromny. Apogeum miało miejsce, gdy na masową skalę ruszyły protesty kobiet w związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego dotyczącym aborcji.

Poważnie?

- Z dnia na dzień zaczęło do mnie przychodzić mnóstwo ludzi po gazy pieprzowe, paralizatory, pałki teleskopowe…

Po to może policjanci? (śmiech)

- (śmiech) … i szereg innych akcesoriów. Policjanci mają akurat swoje dojścia do sprzętu. Zdarzało się jednak, że odmawiałem sprzedaży, bo widziałem z jakim przeznaczeniem ma to być zakup.

Czyli?

- Na przykład ktoś chciał kupić procę, albo pistolet hukowy, celem obrony przed policją.

Czyli mogłoby służyć łamaniu prawa?

- No, tak. Próbuję takim osobom wyperswadować takie pomysły. Wiadomo, że jak im nie sprzedam, to pójdą do konkurencji, ale przynajmniej będę miał czyste sumienie.

Ale jawnym, przepraszam za wyrażenie „debilom” ofensywnych gadżetów nie sprzedajesz?

- Nie. To samo tyczy się osób, od których czuję alkohol, albo są jacyś dziwnie pobudzeni. Z wykształcenia jestem też ratownikiem medycznym i jestem w stanie rozpoznać, gdy ktoś jest pod wpływem środków odurzających. Mogę komuś takiemu sprzedać model do sklejania, ale noża mu nie sprzedam. Nawet nie dam mu do ręki, bo może być niebezpieczny. Nie wiadomo, co mu w danym momencie odbije.

 

WIELE POMYSŁÓW

Asortyment, który oferujesz w jakimś stopniu nawiązuje do twojej kariery zawodowej. Jak trafiłeś do tej branży?

- Gdy zakończyłem służbę w siłach zbrojnych RP, trafiłem do sklepu dzięki koledze, również już po służbie. To z resztą częsta sytuacja dla ludzi, którzy kończą pracę dla MON. W sklepie szukali pracownika, który „czaił temat”. Którem nie trzeba tłumaczyć, że nie zagląda się do lufy od przodu (śmiech). Który ogarnia broń palną, pneumatyczną, czarnoprochową, łucznictwo i tak dalej.

Ludzie, którzy cię znają, wiedzą że chętnie włączasz się w różne społeczne akcje.

- Mam wiele pomysłów. Ostatnio dziewczyna kolegi z armii wrzuciła na swoim profilu informację o zbiórce dla schroniska dla zwierząt. Porozumieliśmy się i tak wyszedłem z akcją „Safari dla schroniska”. Kto przyniesie jakąś karmę dla zwierzaków, dostaje u mnie rabat 10%.

W sumie nie wspomnieliśmy, że sklep mieści się w Galerii Handlowej Turzyn.

- Tak. Wcześniej właścicielami byli państwo Majkowscy. Kiedyś sklep Safari mieścił się na ul. Bolesława Śmiałego. Był dość znany w Szczecinie. Teraz z racji zmiany właściciela nazwa brzmi Sklep Safari. Prowadzę go od stycznia 2019 r.

Mieszkańcy Gryfina mogli poznać cię w 2019 r., w trakcie Dnia Dziecka. Na stadionie zaaranżowałeś nieodpłatnie stanowisko łucznicze.

- To taki epizod, który chciałem kontynuować, ale ze względu na pandemię dużo takich eventów padło.

Jak oceniasz pomoc państwa w związku z pandemią? Załapałeś się na nią?

- Na wszystko, oprócz pomocy uwzględniającej zatrudnianie pracowników, których nie mam. Postojowe, zwolnienie z ZUS, mikropożyczka i pomoc z Urzędu Pracy to niemało. Dzięki temu po lockdownie to, co zarabiałem pozwalało na utrzymanie sklepu, a to, co otrzymałem od państwa pozwalało na opłacenie kosztów. W związku z drugą falą klientów jest jednak znowu dużo mniej. Na szczęście nawiązałem współpracę z pewną instytucją oświatową i można powiedzieć, że to uratowało sklep.

Oby szczęśliwie.

- Na jak długo, to się okaże. W mojej branży ludzie lubią przed zakupem mieć kontakt z towarem, ze sprzedawcą. Przykładem niech będzie test noży do cięcia pasów samochodowych, który nagrałem i zamieściłem na swoim profilu FB. Na zasadzie eksperymentu wykazałem, że nóż za 300 zł renomowanej firmy spisywał się gorzej, niż nóż, który zamówiłem do sklepu, kilkukrotnie tańszy. Nóż za 52 zł rżnął pasy jak masło.

 

DRYG

Chwalisz sobie bycie kowalem własnego losu?

- Tak, to fajna sprawa. Poprzednia właścicielka przygotowywała mnie w pewnym sensie do przejęcia sklepu, powierzając mi coraz większą odpowiedzialność. Pod koniec 2018 r. oznajmiła, że z przyczyn losowych albo sklep zlikwiduje, albo odda go mi, jeśli będę chętny. Życzyłbym każdemu takich warunków przejęcia interesu, jakie ja od niej otrzymałem. O klientów nie musiałem się martwić, bo odziedziczyłem miejsce oraz markę. Chociaż przez koronę była lekka załamka.

O ile przez pandemię spadły obroty?

- Od marca, prawie 70% w dół. I tak radziłem sobie z telefonem służbowym, realizując zamówienia, które spływały mailem. Z konieczności z klientami umawialiśmy się indywidualnie poza galerią. Znaczenie miało też to, że moi kliencie wiedzieli, że to, na co liczą w sklepie jest. Oczywiście nie zawsze od ręki. Faktem jest, że od marca do chwili obecnej byt firmy balansował na granicy opłacalności.

Odkąd się poznaliśmy, duże wrażenie robiły na mnie tez twoje zdolności manualne. To, że potrafisz ten sprzęt naprawiać, a nawet robić coś od zera. Kiedy się tego nauczyłeś?

- Tak w ogóle, to w armii ukończyłem kurs rusznikarski. Na jednej z misji, na wypadek takiej ewentualności, miałem zająć miejsce na działonie za takim granatnikiem samopowtarzalnym. Stąd ten kurs, uwzględniający całą naprawę i konserwację broni. Poza tym służba w armii wiąże się z kontaktem z wszelkimi rodzajami broni.

Trudno wyobrazić sobie żołnierza, który na polu walki nie jest w stanie obsłużyć jakiegoś karabinu, bo to nie jego.

- Ty się nie śmiej, bo w amerykańskiej armii się to zdarza. W polskiej armii żołnierz obsłuży wszystko, co jest na pododdziale. Na to są szkolenia i certyfikaty.

Broń współczesna to jedno, ale widziałem własnoręcznie przez ciebie wykonany profesjonalny hełm rycerski.

- To był wczesnośredniowieczny hełm garnczkowy.

Tego się chyba w armii nie uczyłeś?

- (śmiech) No nie, hełmów garnczkowych nie robiliśmy. Do manualnych rzeczy mam po prostu dryg.

Historia to też taki twój konik. Często widzę twoje wrzutki związane ze środowiskiem antykwarycznym.

- To się pośrednio wiąże ze sprawami, z jakimi przychodzą do mnie ludzie. Zdarza się, że w ręce wpadają mi dokumenty związane z historią Gryfina. Wychodzę z założenia, że fajnie, gdyby takie pamiątki trafiły z powrotem do nas. Sygnalizuję to osobom, które dzielą podobną pasję. To taki duch lokalnego patriotyzmu. Nie tak dawno udało mi się zdobyć cegiełkę z niemieckich czasów, na wsparcie domu dziecka w okolicach „kreis Greifenhagen”. Innym razem było to niemieckie świadectwo ukończenia szkoły z Binowa. Przewija się tego trochę.

Nie masz zakodowane, że „Niemiec to wróg”? Teraz niektóre środowiska lubią wyciągać takie perełki.

- Gdybym żył w 1939 r. zapewne tak bym uważał. Teraz nie ma to żadnego znaczenia. Wychodząc z takiego założenia powinienem też nienawidzić Ruskich, Austriaków, Turków czy Szwedów.

Z urodzenia jesteś gryfinianinem?

- Tak.

Z racji pracy nie chciałeś przenieść się do Szczecina?

- Mieszkaliśmy tam przez chwilę z partnerką i właśnie chcieliśmy stamtąd uciec. Z Gryfinem jestem bardzo związany. Tutaj trzysta metrów od domu jestem już w plenerze. W Szczecinie trzeba to zaplanować. Za duży ruch, za duży gwar i hałas. Nie podobało mi się. U nas nawet jak idzie się do sklepu, na ogół zna się tych ludzi. Jest jakaś więź. Chodząc po mieście często można spotkać kogoś znajomego. To jest przyjemne.

Dojazdy do pracy cię nie męczą?

- Są zajebiste. Pociąg jedzie 22 minuty. Moja podróż pociągiem i dojście piechotą z dworca do sklepu zajmuje mi krócej, niż dojazd mojej partnerki samochodem do Dąbia. Niektórzy szczecinianie dłużej jadą do centrum, niż ja z Gryfina pociągiem. Połączenie mamy rewelacyjne.

Tęsknisz za czasami, gdy do pracy zakładałeś zielony mundur?

- Tęsknię. W miarę możliwości pomagam w rozmaitych szkoleniach, gdzie mogę dzielić się swoim doświadczeniem. Czasami były to placówki oświatowe, gdzie w trakcie zajęć opowiadałem o armii i o tym, jak w rzeczywistości wygląda służba. Generalnie na polu wojskowości, survivalu i pochodnych mam wiedzę i jestem otwarty na takie propozycje. W razie potrzeby mam też znajomych, którzy wiedzą o wiele więcej ode mnie. Ostatnio, ze względu na pandemię, musiałem bardziej skupić się na firmie, ale mam nadzieję, że w końcu się tym uporamy.

Szacunek do munduru, wśród osób, które poznałeś na swej drodze jest dozgonny?

- Różnie, ale osób które mają to w dupie jest promil. Zdecydowana większość ma ogromny szacunek do osób, z którymi było się na misjach w takich, a nie innych sytuacjach.


Kontakt:

Profil Facebookowy sklepu dostępny jest po kliknięciu TUTAJ.

Tel. 91 484 61 56

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie