Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama

Dopada mnie smutek z powodu samotności

Autor: Rafał Remont

Henryk Piłat po dwunastu latach rządów opuszcza gabinet burmistrza. Przyznaje, że żal mu będzie żegnać magistrat. Co burmistrz ostatnich trzech kadencji będzie robił po tym, jak władzę przejął Mieczysław Sawaryn?

Reklama

Panie burmistrzu... co dalej?

- Trudno powiedzieć. Nie mam jeszcze planów. Będę musiał trochę odpocząć.

Będzie chciał pan wrócić do pracy w samorządzie?
- Skończył się pewien etap mojego życia, dwanaście lat bycia burmistrzem. Dzisiaj mam 63 lata, trochę mi jeszcze brakuje do emerytury. Myślę, że po jakimś krótkim odpoczynku wróci energia, chęć działania i będę się zastanawiał, co robić. Raczej nie w samorządzie, ale zdobyte doświadczenie chciałbym wykorzystać.

Jest coś, o czym pan marzył jako burmistrz, a czego nie udało się zrealizować?
- Są marzenia, każdy je ma. Ja także. Chciałem czwartej kadencji i w tym czasie pozyskiwać inwestorów do parku przemysłowego. Bardzo chciałem też dokończyć sprawę zagospodarowania terenów nadodrzańskich, z zabezpieczeniem hali targowej. Cieszę się za to, że szkoła adoptowana na przedszkole zbiera tak pozytywne opinie. Moi następcy też muszą zrozumieć, że inwestowanie w oświatę jest bardzo ważne.

Jaką drogą powinien pójść kolejny burmistrz?
- Tą drogą, którą jasno przedstawił w swoim programie wyborczym.

Wszyscy kandydaci składali wiele obietnic i przyglądając się programom wyborczym, na jakich bazowali, odnoszę wrażenie, że nikt nie jest w stanie ich zrealizować w całości.
- Oczywiście, że nie. Trzeba będzie przede wszystkim wykorzystywać wszystkie sposoby zwiększania dochodów gminy. Przypuszczam, że w tej dziedzinie nastąpi poważna korekta programu wyborczego mojego następcy, będzie to dotyczyło wszystkich spraw, które związane są z wydatkami, a nie dochodami. Nie bez znaczenia będzie tu stworzona przez nas strefa w Gardnie.

Ale ten parku łatwo zapełnić nie będzie.
- Bez wątpienia, proszę zauważyć, kiedy budowano park przemysłowy w Goleniowie, a kiedy to zrobiono u nas. My inwestycję zaczęliśmy w chwili, kiedy było pewne, że zabudowana zostanie droga S3, bez niej to do Gardna nie zajrzałby pies z kulawą nogą. Dzisiaj nasza strefa jest znana w całej Polsce.

Dlaczego pan przegrał?
- Tuż po przegranych wyborach cztery lata temu, Sawaryn przystąpił od razu do kolejnej kampanii wyborczej. W tym czasie miał przychylność prasy, która wyłapywała każdy nasz błąd. Przykładem mogą być chociażby angielskie drogi. Fakt, być może moi pracownicy się pospieszyli z odbiorem i płatnością tej inwestycji, ale nie robi błędów tylko ten, który nic nie robi. Natomiast nie pisano o sprawach, które dla Gryfina były istotne, jak. np. zabezpieczenia przed powodzią, o parku przemysłowym nie pisano praktycznie w ogóle. Nie podkreślano, że dzięki dużym pieniądzom uzbroiliśmy tereny, na których powstały dziesiątki budynków mieszkalnych. O tym, że za mojej kadencji gmina przekazywała aportem tereny dla GTBS, który wybudował 312 mieszkań, a do tego powstał budynek mieszkalny komunalny. Podkreślano tylko moje potknięcia.

Mówi pan o sprzyjaniu prasy. Ja się z tym nie zgadzam, bo przecież prasa po to jestem, by krytykować i wytykać błędy.
- Tak, przyznaję, media musza być krytyczne. Tylko że krytyka musi być konstruktywna. Nie mam tu na myśli konkretnego tytułu, ale wszystkie media regionalne bez wyjątku. Nie mam żalu, takie jest zadanie mediów. Zauważam jedynie, że media ogólnopolskie Gryfino częściej chwaliły niż media regionalne. To wszystko.


Park przemysłowy, nabrzeże... to duże inwestycje. Ale ludziom brakowało tych małych zadań, jak naprawa chodnika, budowa drogi.
- Proszę zauważyć, że wykonaliśmy bardzo dużą pracę z punktu widzenia inwestycji, pozyskując na to unijne środki. Nowe rozdania, na lata 2014-2020 nie przewidują dofinansowania takich inwestycji jak nabrzeże czy budowa parku przemysłowego. To prawda, że czasami realizując bardzo duże zadania zaniedbuje się te mniejsze, ale czas na chodniki i drogi by przyszedł, i właśnie teraz jest ku temu najlepsza okazja.

Czyli nowy burmistrz przychodzi na łatwiznę?
- Trudno przewidzieć, co się będzie działo w najbliższych czterech latach. Proszę zauważyć, że moje lata burmistrzowania przypadły na czas największego kryzysu gospodarczego, co przekładało się na dochody gminy. Natomiast mój następca będzie się borykał z radnymi wybranymi w okręgach jednomandatowych i dzisiaj trudno przewidzieć, jak się oni będą zachowywać. Ja nigdy nie miałem zdecydowanej większości w radzie, siły się zmieniały. Teraz pan Sawaryn ma większość, ale niewykluczone, że radni za chwilę zaczną walczyć tylko o swoich wyborców i swoje małe okręgi. O to, żeby tylko cos zrobić u siebie. Wtedy łatwo gminę rozbić na drobne. Mój następca też nie będzie miał więc łatwo, ale wierzę, że sobie poradzi.

Są takie decyzje, które pan podejmował jako burmistrz, a które uważa za błędne?
- Tak, dziś z perspektywy czasu widzę kilka sytuacji, w których można było postąpić inaczej. myślę, że mogłem szybciej nałożyć reżim na wydatki bieżące. Polityka podatkowa byłaby bardziej słuszna, gdyby każdego roku o 2 lub 3 procenty byłyby one podwyższane. Dzisiejszy dług byłby inny.

Podwyższanie podatków pewnie byłoby krytykowane.
- Pewnie tak, a myśmy mnóstwo pieniędzy wydawali na inwestycje, które nie tworzą kosztów, a które będą w przyszłości przynosiły dochody. To są sprawy, które zostaną docenione dopiero za jakiś czas. Park przemysłowy wcześniej czy później zacznie dawać profity, uzbroiliśmy tereny przy nabrzeżu, kwartały też się sprzedadzą i zostaną zabudowane i będą przenosiły korzyść dla Gryfina.

A te małe sprawy...
- ... są ważne. Przygotowana jest dokumentacja na remonty, począwszy od Pałacyku pod Lawami, skończywszy na renowacji murów obronnych. Teraz przychodzi czas na realizacji tych zadań.

Były też ludzkie, indywidualne sprawy?
- Tych są całe setki. Przecież do urzędu przychodzili ludzie ze swoimi problemami, małymi z punktu widzenia dużego miasta, ale ogromnymi z punkty widzenia życia rodziny. Wielokrotnie pomagałem, spontanicznie angażowałem się w niesienie pomocy tym ludziom, którzy przeżywali dramaty. O tych nigdy się nie mówiło, często prasa o moim zaangażowaniu nie wspominała, ale przecież nie o to chodzi.

Która z tych spraw najbardziej utkwiła panu w pamięci?
- Pożar w Sobieradzu i dziewczynki, które zostały poparzone. Przedsiębiorcy gryfińscy sami się zgłaszali do pomocy, ja to wszystko koordynowałem. Odbudowa domu pozostanie mi w pamięci do końca życia. Nie zapomnę też sprawy zatrucia ujęcia wody, czy też wybuchu w elektrowni. W pamięci pozostaną mi również inne rzeczy, nie związane z ludzkimi tragediami.

Jakie?
- Chociażby to, że często odwiedzały mnie tu dzieci z przedszkoli i szkół. Oglądały urząd od środka, rozmawiały ze mną. Uczyliśmy je, że urząd jest otwarty na wszystkich, że straż miejska nie jest po to, żeby karać, ale żeby pomagać. Postawiliśmy na profilaktykę, strażnicy pilnują w przejść pod szkołami. Za mojej kadencji nie było wypadku z udziałem dziecka idącego do szkoły. To drobne sprawy, ale rzutują na naszą przyszłość.

Którego urzędnika najmilej będzie pan wspominał?
- Kiedy się z nimi żegnałem, dziękując za pracę, to byłem dumny z nich wszystkich. I cieszyłem się, że jest tu tylu młodych ludzi. Wszystkich ich będę mile wspominał, każdy wnosił do pracy urzędu cząstkę siebie.

Trudno jest łączyć życie prywatne z życiem osoby publicznej?
- Trudno. W moim przypadku, gdy zostałem sam, praca nie pozwalała mi się rozczulać nad swoim losem. Nad tym, że brak mi najbliższej osoby. W pracy zapominałem o swojej samotności.

Telefony służbowe dzwoniły nawet wieczorem...
- Czasami w środku nocy. Oddałem temu miastu dwadzieścia cztery lata. Cztery jako prezes spółdzielni mieszkaniowej Regalica, osiem jako wiceburmistrz i dwanaście jako burmistrz. Dziś znam każdy zakątek naszego miasta, nie ma jego części, w której czegoś bym nie zrobił. I mimo tych nocnych telefonów jest satysfakcja, że cos po mnie tu zostanie. Gryfino nigdy nie będzie mi obojętne.

Teraz odpoczynek. Zamierza pan gdzieś wyjechać?
- Każdy wyjazd na urlop czy do sanatorium powoduje, że dopada mnie smutek z powodu samotności. Nie ma przy mnie tej drugiej osoby. Dlatego raczej zostanę w domu, będę chodził na długie spacery.

Ma pan jakieś pasje, do których można będzie wrócić?
- Może wreszcie pójdę na ryby. Przez lata nie było ku temu okazji,. Chcę też nadrobić zaległości w literaturze. I na pewno zajmę się swoim zdrowiem. Jestem też przekonany, że czas wyborów jest pełen emocji, teraz one opadają i przychodzi czas oceny swoich dokonań. Mimo wszystko sądzę, że będzie ona bardziej pozytywna, niż negatywna.


Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie