Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama

"Chłop od marketingu", który został dyrektorem sportowym

- Podczas pożegnalnej kolacji ze sztabem szkoleniowym śmialiśmy się, że do podsumowania naszej pracy w Kołobrzegu najlepiej pasuje zdanie: „Jaka piękna katastrofa” – mówi Sebastian Kuchcik, który w połowie czerwca świętował awans do 2.ligi. Od 1 lipca pozostaje natomiast… na bezrobociu

Reklama

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Awans do 2.ligi wywalczyliście 18 czerwca, rzutem na taśmę, bo w ostatniej kolejce. Swoją rezygnację z funkcji ogłosiłeś natomiast w środę 29 czerwca. Co wydarzyło się podczas tych jedenastu dni?

Sebastian Kuchcik: Moja rezygnacja była podyktowana tym, że już po awansie zaczęła się tworzyć dziwna otoczka. Dla dyrektora sportowego normalne jest, że gdy przez rok buduje się pewną wizję zespołu, sprowadza zawodników i realizuje się założony cel, to jest to znak, że klub idzie w dobrą stronę i warto kontynuować tę drogę. Trener Dietmar Brehmer i pozostali członkowie sztabu mieli zapisane w umowach, że w przypadku awansu ich kontrakty będą przedłużone. O tym, że coś się dzieje świadczyło zachowanie prezesa Adama Dzika, z którym od kilku dni nie było kontaktu. I to w newralgicznym okresie.

 

Trzecia liga skończyła granie 18 czerwca, a już 16 lipca ruszy pierwsza kolejka 2.ligi.

- Dokładnie. To sprawia, że między jednym a drugim sezonem jest bardzo mało czasu. Zespoły, które spadły z 1.ligi mają za sobą już pierwsze treningi, a my dopiero jedziemy na urlopy. Umówiliśmy się, że 29 czerwca do klubu wrócą zawodnicy, którzy grali mniej, a reszta 4 lipca. Sytuacja była jednak napięta, bo kontraktów nie mieli nie tylko trenerzy, ale też wielu zawodników. Musieliśmy usiąść z nimi do rozmów, a prezes przestał się odzywać. Nie zadzwonił do trenera, choć miał to zrobić. Ja też przez cztery dni próbowałem skontaktować się z panem Dzikiem, ale bez skutku. Czas mijał, problemy się kumulowały.

 

Porozmawialiście w ogóle przed twoim odejściem?

- W poniedziałek 27 czerwca prezes w końcu się odezwał i zakomunikował, że nie przedłuży umów z trenerem i jego współpracownikami. Powiedział, że ma następcę, który przyjdzie do klubu ze „swoimi” zawodnikami. Czułem się pominięty i niedoceniony za pracę, którą wykonałem. Dlatego we wtorek podjąłem decyzję, że skoro moja wizja i wizja prezesa Dzika się rozjechały, to z bólem serca muszę opuścić Kotwicę. Nie widziałem możliwości pracy w klubie po tym co się wydarzyło.

 

Gdy zaczynałeś pracę w Kołobrzegu, na Twitterze ostrzegano cię przed panem prezesem.

- To prawda. Wiele osób uważało, że nie zagrzeję tam długo miejsca. Dawali mi miesiąc i to nie tylko na Twiterze. W pionie administracyjnym Kotwicy pracowała pani, która była w klubie od dwudziestu pięciu lat. Gdy zaczynałem pracę powiedziała mi wprost, że to ciężki kawałek chleba, bo było przede mną wiele osób, które nie popracowały zbyt długo. Spytałem jaka jest średnia „żywotu” na moim stanowisku. Odpowiedziała, że… miesiąc do półtora. A ja „wytrzymałem” na stołku przez czternaście miesięcy.

 

Cały wywiad znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.

 

 

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie