Gryfinska.pl - informacje z powiatu gryfińskiego
Reklama
Reklama

Bogini z Greifenhagen. Niemieckie pomniki zakopane w gryfińskim parku?

Czy ziemia gryfińskiego Parku Miejskiego kryje przedwojenne skarby? Tak twierdzą pionierzy naszego miasta, którzy wielokrotnie opowiadali na naszych łamach o niemieckim pomniku, który po wojnie został wrzucony do dołu i zakopany. To miejska legenda, czy prawda? Przypominamy tekst z 2021 r

Reklama

Pod koniec stycznia 2021 r. opublikowaliśmy artykuł na temat działań Grupy Historyczno-Eksploracyjnej Pomerania. Jej przedstawiciele, za zgodą władz gminy Widuchowa, rozpoczęli pracę nad wykopanie i renowacją pomnika, który przed wojną stał na jednym ze wzgórz w Fiddichow. To Heldendenkmal, w wolnym tłumaczeniu „pomnik synków”, obiekt, który znajdował się niemal w każdej miejscowości na Pomorzu. Upamiętniał bowiem mieszkańców, którzy stracili życie na frontach I wojny światowej.

- Od II wojny światowej minęło wiele lat. Zmieniło się myślenie, dziś mało kto obawia się, że Niemcy wrócą, by zabrać swoje ziemie. Władze PRL nie dbały o niemieckie cmentarze i pomniki, pozwalając, by uległy zniszczeniu, a nawet dając społeczeństwu ciche przyzwolenie na to, by sami dokonali „demontażu”. O tych sprawach mówi się coraz głośniej, dzięki czemu znajduje się więcej osób, które chcą naprawić część dotychczasowych krzywd. Mamy nadzieję, że nasze działania zostaną odebrane właśnie w tych kategoriach – tłumaczył Grzegorz Gunia, radny i inicjator akcji, dodając, że gorącym zwolennikiem tych działań jest wójt Wróbel.

Publikując na portalu egryfino.pl i Facebooku zapowiedź tego tekstu, nie spodziewaliśmy się jakie emocje wywoła.

- Pamiętajmy też, że Niemcy w I wojnie światowej podobnie jak w II byli agresorami. Wojna ta kosztowała wiele milionów istnień ludzkich, a w momencie jej rozpoczęcia Cesarstwo Niemieckie było jednym z trzech zaborców. Dyskusyjna to jest sprawa – napisał jeden z czytelników. Podobnych głosów nie brakowało. W tle dyskusji nieśmiało, niczym przebiśniegi, przewijały się komentarze o tym, że w powojennym Gryfinie też stały takie pomniki. I niewykluczone, że wciąż znajdują się na terenie miasta.

 

Bogini z Greifenhagen

Wracamy do tej kwestii nieprzypadkowo. Dziesiątego maja upłynęła 150 rocznica wojny francusko-pruskiej. Trwające przez niemal dziesięć miesięcy działania wojenne doprowadziły do porażki francuskiego II Cesarstwa i powstania Cesarstwa Niemieckiego. Podpisanie traktatu pokojowego, 10 maja 1871 r. we Frankfurcie, zapoczątkowało również La belle époque, trwający aż do wybuchu I wojny światowej okres „pięknego spokoju” na starym kontynencie. Czas ten uważany jest za epokę rozkwitu, postępu i spokoju w Europie. Na terenie Niemiec powstawały liczne pomniki upamiętniające sukces wojenny i pozytywne dla społeczeństwa skutki, które przyniósł. Dla przykładu, W Monachium, z okazji dwudziestopięciolecia pokoju, stanęła monumentalna kolumna Anioła Pokoju (Friedensengele). Anioł, który trzyma gałązkę oliwną (symbol pokoju), wzorowany był na greckiej bogini Nike. Jej wizerunek stanął również w Gryfinie, w celu upamiętnienia bitwy pod Sedanem (1-2 września 1970 r.), symbolu niemieckiego zwycięstwa nad Francją i kapitulacji cesarza Napoleona III. Kriegerdenkmal, bo taką nazwę nosił pomnik bogini z Greifenhagen, został umieszczony na skraju parku, w bliskim sąsiedztwie dzisiejszego postoju taksówek. Okolica była wówczas uznawana za modną, być może najbardziej modną w całym mieście. W 1877 r. Greifenhagen, w ramach budowy linii nadodrzańskiej, otrzymało połączenie kolejowe ze Szczecinem oraz z Wrocławiem. Z tej okazji, 15 maja wspomnianego roku, do użytku oddany został ceglany budynek dworca. Nieco później, bo w 1883 r., zakończono budowę nowego urzędu pocztowego. Dwupiętrowy obiekt z czerwonej cegły sąsiadował przez ścianę z budynkiem ówczesnego starostwa, w którym dziś mieści się gryfiński magistrat.

O randze okolicy świadczyć może, że regularnie znajdowała się na miejskich pocztówkach. Wspomniane obiekty, razem z Nike oraz kościołem i ratuszem, umieszczono na widokówce z 1899 roku.

- Pomnik poległych został umieszczony na kartach również w latach 1900, 1901, 1902 i 1904 – mówi Renata Gałaj-Dempniak, profesor historii z Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka rozdziału w monografii miasta.

W artykule „Gryfino na widokówce do 1945 r.”, wydanym przed jedenastoma laty w ramach publikacji „Gryfino i okolice na przestrzeni wieków”, poświęca ona Kriegerdenkmal sporo miejsca.

- Stojąca na postumencie postać wyraźnie posiada skrzydła. Monument stał w miejscu obsadzonym krzewami i drzewami. Stałym elementem obrazków i zdjęć jest kute ogrodzenie, ograniczające możliwość podejścia do samego postumentu i statuy kobiety ze skrzydłami – czytamy w tekście, który informuje, że pomnik nie zagościł na żadnej przedwojennej widokówce po 1904 roku.

-  Być może stracił na znaczeniu jako centrum gromadzące obywateli w czasie świąt państwowych. Na karcie propagandowej wysłanej w 1905 r. umieszczono nie pomnik, ale ratusz z kościołem – tłumaczy Gałaj-Dempniak.

 

Zrzucony i zakopany?

Zniknięcia z pocztówek nie należy łączyć z żadnym dodatkowym, odgórnym ani oddolnym, działaniem. Pomnik nie został zburzony, ani nie stał się ofiarą żywiołów. Stał w parku miejskim zarówno w 1918, jak i w 1925 oraz w 1930 roku, co dokumentują nieliczne fotografie. Znalazł się też na karcie miejskiej z 1935 roku, na której Nike jest skryta, stojąc w głębi obrazu.

- Nie ma jej za to na zdjęciu, które udostępnił pan Łajdziak – mówi Aleksander Dąbkiewicz, mieszkaniec miasta, który zna w Gryfinie każdy kamień.

On również wziął udział w styczniowej dyskusji na Facebooku, przyznając, że jest żywnie zainteresowany losami opisywanego miejsca. Na wspomnianej przez niego fotografii, która znajduje się też w książce „Portret Miasta”, widzimy czworo dzieci, opisanych jako „dzieci polskich pionierów – państwa Łajdziaków i Stefanowskich”.

- Stoją przed dawnym pomnikiem. Nie ma już na nim jednak Nike. W momencie wykonywania zdjęcia zostały tylko pozostałości, w tym cokół – mówi Dąbkiewicz, dodając, że teorii związanych ze zniknięciem statuetki jest kilka.

- Sama figura była podobno z metalu, więc albo ją przetopili podczas wojny na rzecz produkcji zbrojnej III Rzeszy, albo już po wojnie Polacy pomogli jej zejść z cokołu – opowiada 27-latek.

Jego relacja opiera się na wspomnieniach pionierów miasta. Najstarsi, polscy mieszkańcy Gryfina, wspominali pomnik, który przetrwał działania wojenne, a kilka lat po wojnie, spoczął w ziemi, tak jak żołnierze, którym był dedykowany.

- Mój ojciec, który urodził się w 1949 roku, twierdzi, że któregoś dnia, gdy wracał do domu ze szkoły podstawowej, widział jak wywrotka cofała na pomnik, a on zwalił się do wykopanego dołu – opowiada A. Dąbkiewicz.

 

Uratowany przed starostą

Podobnych relacji jest więcej. Zdaje się jednak, że niekoniecznie może chodzić o pomnik upamiętniający wojnę francusko-pruską. Na terenie parku znajdował się bowiem jeszcze jeden obelisk. Podobnie, jak w przypadku Widuchowej (lub jak wolą niektórzy – Fiddichow), upamiętniał ofiary tzw. Wielkiej Wojny (1914-1918). Pomnik mieszkańców Greifenhagen, poległych na frontach I wojny światowej, został prawdopodobnie  odsłonięty 19 października 1930 roku. Znajdował się po przeciwnej stronie parku, naprzeciwko dawnej mleczarni. Prezentował się równie efektownie, co Nike. Na postumencie stała postać żołnierza, opierającego się o bagnet, a na cokole znajdował się napis (ze względu na jakość zdjęć jest trudny do odczytania). Podobnie jak statuetka Nike, zdobił pocztówki miejskie, będąc traktowany jako jeden z symboli ówczesnego Greifenhagen.

- Nie był stworzony z metalu, tylko z kamienia, więc też obstawiam, że jeśli w parku zakopany jest jakiś pomnik, to właśnie z I wojny światowej, a nie francusko-pruskiej – ocenia Julian Dalidowicz, nauczyciel oraz historyk-regionalista.

Dowód na to stanowić może zdjęcie wykonane przez Bolesława Sikorę na początku lat 60. Na pierwszym planie widzimy grupkę dzieci przy kuligu. W tle sprawne oko dostrzec może pozostawiony „sam sobie” cokół. Przetrwał, bo nie raził tak, jak postać niemieckiego żołnierza z bronią. Kształt pomnika nie dostarczał mu popularności po 1945 roku. Być może, z jego względu, żołnierz zasłużył na bardziej humanitarne potraktowanie i nie podzielił losu przedwojennych nagrobków, które do dziś zdobią gryfińskie murki, bądź pojechały na odbudowę stolicy. Nie był płytą, więc trudno było użyć go jako drogi dojazdowej, bądź metalowego ogrodzenia.

Jeśli prawdą jest, że gryfiński Heldendenkmal przetrwał co najmniej do połowy lat 50., ominęła go też akcja repolonizacji obiektów miejskich. Na początku czerwca 1948 r. starosta gryfiński nakazał usunięcie niemieckich napisów „z budynków, sklepów, popielniczek, cmentarzy, podstawek pod piwo, chyba że miały charakter monumentalny”. Jak zapisał w dalszej części rozporządzenia: „Trzeba zwracać uwagę na to, czy język niemiecki jest używany w życiu prywatnym i przez młodzież w szkołach. Jeśli okaże się, że młodzi ludzie posługują się językiem niemieckim, trzeba nakazać rodzicom i poinformować ich, że taka sytuacja jest nie do przyjęcia. Skargi należy składać zarówno na osoby, które zostały przyłapane na obraźliwym akcie posługiwania się językiem niemieckim w sposób bezzasadny i demonstracyjny, jak również na osoby, które w inny sposób sabotują akcję repolonizacyjną. Ustawa o przestępstwach. O osobach, które nie są aktywnie zaangażowane, ale bierne tolerowanie kultywowania niemieckiego charakteru, należy mi osobiście zgłosić ”.

Czy jednak, wobec takiej postawy ówczesnych władz, Heldendenkmal przetrwał niemal do końca stalinizmu?

 

Pomnik do lapidarium?

Pytań bez odpowiedzi jest wiele. Legendę o pomniku zakopanym na terenie parku, potwierdzić mogłaby jedynie kilkugodzinna praca w terenie. Nie brakuje chętnych, którzy chwyciliby za łopaty i podjęliby się tego zadania. Potrzebna byłaby jednak  zgoda konserwatora zabytków oraz władz samorządowych. Z tym drugim mógłby być problem. W lipcu 2015 roku Julian Dalidowicz i Arkadiusz Kostrzewa z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Gryfińskiej, zlokalizowali i wykopali „pomnik synków” z Radziszewa, który przed wojną znajdował się przy drodze, w okolicy dzisiejszej szkoły podstawowej.

- Odkopaliśmy go, porobiliśmy zdjęcia, a następnie… zakopaliśmy, by zastanowić się co zrobić dalej. Żeby postawić go w miejscu, w którym stał przed 1945 rokiem, musielibyśmy mieć zgodę mieszkańców wsi. Były też plany zebrania wszystkich tego typu pomniczków i ulokowania w jednym miejscu. Ale miesiąc później nieoczekiwanie zmarł Arek i wszystko utknęło – tłumaczy Dalidowicz.

Tu, jak bumerang, wraca dyskusja, która miała miejsce w naszych mediach społecznościowych pod koniec stycznia. Wiele decyzyjnych osób nie patrzy przychylnym okiem na upamiętnianie poprzednich gospodarzy ziemi gryfińskiej. Trudno oczekiwać więc, że magistrat wyrazi zgodę na to, by pomniki, jeśli faktycznie zostały zakopane pod ziemią, mogły ponownie stanąć we wspomnianych miejscach.

Pomysł na rozwiązanie tego problemu ma Aleksander Dąbkiewicz.

- Uważam, że jeżeli udałoby się znaleźć coś w parku, to pomnik powinien stanąć w gryfińskim lapidarium – mówi miłośnik historii naszego miasta.

W 2004 r., ówczesne władze samorządowe wspólnie ze Stowarzyszenie, „Heimatkreis Greifenhagen”, skupiającym byłych mieszkańców powiatu gryfińskiego, zebrali odnalezione nagrobki, umieszczając je w specjalnie wyznaczonym miejscu pamięci na terenie miejscowego cmentarza. Pomnik pasowałby do nich jak ulał. Transfer na cmentarz dopełniłby proces, który został zapoczątkowany wiele lat temu.

- Pomnik Nike zniknął pewnie na zawsze, ale jego pozostałości wciąż są w Gryfinie. Cokół monumentu znajduje się obecnie na Golgocie Wschodu. Mam zdjęcie z 2015 roku. Dziś na cokole Nike stoi chyba pomnik Matki Boskiej Sybiraczki - mówi Olek Dąbkiewicz.

 

„Zburzmy pałacyk”

Podobnych przykładów na wykorzystanie niemieckiej architektury jest w Gryfinie więcej. Do kwestii tej, podczas wielokrotnie cytowanejs tyczniowej dyskusji, nawiązał jeden z czytelników.

- Skoro to niemieckie, a więc niewarte uwagi, zostawmy na pastwę losu "Pałacyk pod Lwami". A czemu? A no dlatego, że właściciel był faszystą a jego syn członkiem Hitlerjugend – zaapelował po wysypie komentarzy o tym, że jeśli już, to prace powinny być wykonywane nie za polskie, lecz niemieckie pieniądze.

- Zrozumcie wreszcie ludzie, że nie ma polityki historycznej! Jest historia i polityka i kto to ze sobą łączy, tego ta historia srogo osądzi! – podsumował swoją wypowiedź.

Niech ten głos stanowi podsumowanie dyskusji o poniemieckiej spuścizny, w 76-letnim okresie polskości miasta. 

 

Reklama

Komentarze (0)

Zaloguj się i dołącz do dyskusji

Logowanie